<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>rusz się...</title>
	<atom:link href="http://rusz-sie.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rusz-sie.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 11:43:43 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>GO RUN</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/go-run/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/go-run/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 11:43:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[GO RUN]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2250</guid>
		<description><![CDATA[Niedziela, 13. maja. Było chłodno. Może nawet zimno. W ostatniej chwili wzięłam ze sobą rękawiczki i czapkę z daszkiem, bo zaczynało mżyć. Nie założyłam szkieł kontaktowych, a zapadane okulary nie są zbytnio bezpieczne. Wsiadłam do autobusu zastanawiając się co też takiego mnie podkusiło, żeby zafundować sobie znowu godzinny dojazd na bieg, którego przetrwanie w najgorszym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niedziela, 13. maja. Było chłodno. Może nawet <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/medal-Go-Run.jpg"><img class="alignright  wp-image-2271" title="medal Go Run" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/medal-Go-Run-300x225.jpg" alt="" width="254" height="191" /></a>zimno. W ostatniej chwili wzięłam ze sobą rękawiczki i czapkę z daszkiem, bo zaczynało mżyć. Nie założyłam szkieł kontaktowych, a zapadane okulary nie są zbytnio bezpieczne. Wsiadłam do autobusu zastanawiając się co też takiego mnie podkusiło, żeby zafundować sobie znowu godzinny dojazd na bieg, którego przetrwanie w najgorszym czasie może mi zająć 40 minut (taki był limit), a potem trzeba będzie drugą godzinę wracać.</p>
<p>Dotarłam na miejsce. No tak. Uwiodła mnie i otumaniła zapowiedź biegu górskiego. Widok taśm prowadzących trasę jakimś niepojętym zygzakiem po górce spowodował, że na moment żołądek spadł mi gdzieś na wysokość kolan. Poszłam do biura zawodów, gdzie umówiłam się z całą naszą grupką. Było nas wyjątkowo aż sześcioro. Fajnie. Wśród znajomych człowiek nie nakręca się  tak grozą trasy ;)<span id="more-2250"></span></p>
<p>Wystartowaliśmy. 5km, czyli ten dystans, którego nie rozumiem. Czwarte podejście. Darek poleciał, Gosia biegnie koło mnie, potem Edyta i Kama z Arturem. Widzę, że Gosia może znacznie szybciej, ale czuje się zobowiązana mi towarzyszyć, bo przyszła ze mną. Po ok 2 km udaje mi się ją namówić, żeby jednak pobiegła swoim tempem i zgotowała mi owacje na mecie. Dobiegnie 2 minuty szybciej. I dostanie swój pierwszy medal :)) Całkiem zgrabny, na pomarańczowej wstążce. Jakiś taki radosny. Cieszymy się z Gośką jak głupki. Bo to jej pierwszy „taki poważniejszy”, i bo tak nam się strasznie podobało, i bo tak cudownie jest się tak zmordować w górę i w dół, do tego po mokrej trawie.</p>
<p>Jeśli trasa miała naprawdę 5km, to te 5km przebiegłam najszybciej w życiu. Lepiej o 2 min i 10 sek niż ten nieszczęsny Bieg Konstytucji. Tym razem na pewno ogromny wpływ miało chłodne, rześkie powietrze i to, że ostatnio zmuszam się do picia, bez % rzecz jasna. Osiągnęłam ten paskudny stan, kiedy z wysiłku zaczynają boleć zęby, a w gardle pojawia się posmak krwi. Tylko w zasadzie nie wiem, kiedy to się stało, bo tak mi było dobrze, chociaż ciężko. Po podbiegach, a raczej podejściach (coś na kształt marszobiegu w pozycji zgiętej w pół, chyba żeby przenieść środek ciężkości) musiałam się zmuszać, żeby zrobić kolejny krok na wypłaszczeniu. W książce „Biegać mądrze” jest taki jeden rozdział, mój ulubiony, w którym jest mowa o wewnętrznym sportowcu, którego trzeba u siebie odkryć. Właśnie w takich momentach, coś takiego budzi się też we mnie. Najpierw w Falenicy, teraz tutaj, na Górce Szczęśliwickiej. A może nawet nie sportowiec, tylko zwierzę;) Wbiegając i zbiegając czuję taką pierwotną radość ruchu. Jakbym dotykała samej jego istoty. Nie zdarza się to na chodniku ;)</p>
<p>Potem dobiegnie Edyta, a na końcu Kama z Arturem. Kama, która najbardziej na świecie nienawidzi biegania i &#8222;pod górę&#8221;. Tylko skąd się wziął uśmiech na twarzy? :) Magia&#8230; Edyta rozgląda się za lepszymi butami. Na przyszłość :)</p>
<p>Parku Szczęśliwickiego też nie znałam. Wiedziałam, że jest, kiedyś tam byłam na rowerze, z osiem lat temu może. Zapamiętałam puszyste starsze panie opalające się w bieliźnie. Nie po drodze mi tam. A szkoda, bo park jest ładny i ciekawie wyposażony. Nie mogłyśmy sobie odmówić przyjemności wlezienia na linową konstrukcję, a w dalszej części znalazłyśmy kolorową, plenerową siłownię, boisko do plażówki i basen. Dla każdego coś dobrego.</p>
<p>Limit uczestników wynosił 1000. Pobiegło 695. Nie wiem, czy reszta wystraszyła się pogody, czy tylko tyle osób się zapisało. Raczej pogoda, bo od dawna już wisiała na stronie informacja, że lista jest zamknięta. Na pewno pogoda zatrzymała w domach kibiców. Ale i tak bardzo mi się podobało. Chyba nie mam się do czego przyczepić, a to się praktycznie nie zdarza ;)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Uwaga obuwnicza: Reebok RealFlex Optimal dają radę w terenie. Plastyczna podeszwa + wypustki utrzymujące przyczepność nawet na mokrej trawie.</p>
<p><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rbk-RealFlex-Optimal.jpg"><img class="aligncenter  wp-image-2272" title="Rbk RealFlex Optimal" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rbk-RealFlex-Optimal.jpg" alt="" width="251" height="403" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/go-run/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Medal nie należy się&#8230;</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/medal-nie-nalezy-sie/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/medal-nie-nalezy-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 18:37:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2220</guid>
		<description><![CDATA[To już mój 16. medal w kolekcji. Pierwszy zdobyłam w Biegnij Warszawo w 2009. Jest to też trzeci na biegu na 5km. Pierwszy był na Interrun, drugi na Wybiegaj Sprawność, teraz ten, za Bieg Konstytucji. Miałam czas 32:30. Tempo słabsze nawet niż na niedawnym Biegu dookoła ZOO na 10km. Dlaczego? Nie wiem. Czas gorszy o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To już mój 16. medal w kolekcji. Pierwszy <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/medal-BK-20121.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2227" title="medal BK 2012" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/medal-BK-20121-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>zdobyłam w Biegnij Warszawo w 2009. Jest to też trzeci na biegu na 5km. Pierwszy był na Interrun, drugi na Wybiegaj Sprawność, teraz ten, za Bieg Konstytucji. Miałam czas 32:30. Tempo słabsze nawet niż na niedawnym Biegu dookoła ZOO na 10km. Dlaczego? Nie wiem. Czas gorszy o chyba minutę niż na debiucie na 5 km. Tego na Kępie Potockiej nie biorę pod uwagę, bo namówiłam koleżankę, to był chyba jej debiut na takiej imprezie i cały czas też gadałyśmy, żeby zapomnieć, że biegniemy.<br />
No i tak. Nie wiem, co się stało. Przyjechałam sobie spokojnie na rowerze, więc się odprężyłam, bo zawsze przed biegami mam lekki dygot. Ubrałam się w miarę, tylko te portki za kolana może za bardzo grzeją, ale to nie mogło mieć wpływu. Coś tam zjadłam, ale nie za dużo. Napiłam się. Może nie powinnam była pić tego piwa, tylko jednego, poprzedniego dnia, za to trochę więcej cienkiego soczku, ale to przecież też nie mogło mieć wpływu. Kolega mnie pociesza, że było strasznie gorąco, był długi podbieg i nierewanżujący go zbieg. No i co z tego. I tak mam w pewnym sensie moralniaka i uważam, że za taki antywyczyn medal się nie należy. Żebym była po jakiejś chorobie, kontuzji, czy choćby emocjonalnej rozpaczy, ale nie. Nic mi nie jest. Z każdym krokiem czułam, że zapadam się w asfalt, ciało składa mi się w harmonijkę, z sprężystość mam równą sparciałej gumie od majtek. Dlaczego nie potrafię się zmobilizować na krótszym dystansie? Nie wiem. Nic mnie nie tłumaczy. Coś muszę mieć z głową.<span id="more-2220"></span></p>
<p>Tak sobie kontemplowałam ten medal leżący na stoliku. Piękny, jeden z najładniejszych jakie dostałam. Po głowie chodziły różne myśli. I w końcu, przeglądając walla na Fecebooku, natrafiłam na zdjęcie kolegi z numerem startowym przypiętym do koszulki. &#8222;Bydgoszcz na start&#8221;. Jeszcze przed biegiem. Potem napisałam do niego jak poszło, jaki miał czas. I Tomek relacjonuje, że słabo, prawie 62 minuty, bo na początku się oszczędzał, ale za to ostatnie 2 km zrobił prawie sprintem. Że lało, że mu zmarzły dłonie i kolana, że nie wiadomo dlaczego dostał białą koszulkę, a inni zielone, że na mecie był rozczarowany, bo… zabrakło medali. I że to świetne uczucie ukończyć taki bieg, ale jednak żal, że medal będzie przysłany pocztą, a nie zawieszony na szyi od razu. I pisze mi, że już ma chęć łamać tę godzinę, i że czuje, że da radę. I…że to dzięki mnie. „-yyyy…ale jak to? – No bo to Ty mi podesłałaś linka do tego biegu. Ja bym sam nie szukał, bo też bym nie wiedział gdzie, a lokalne media jakoś nie trąbiły o tym”<br />
Wzruszyłam się. Naprawdę. Ta świadomość, że się jakoś przyczyniłam do czyjegoś fajnego wspomnienia jest nie do opisania. Widocznie swoim opowiadaniem o tym, co się z człowiekiem może dziać na takiej imprezie udało mi się kogoś zarazić. Ktoś po części dzięki mnie będzie mógł sięgnąć do swojej szuflady, wyciągnąć kawałek żelastwa na wstążce, przewinąć sobie w głowie film i przypomnieć tamte odczucia. A potem może następny, i następny. Tomek pali (chociaż zaczął przebąkiwać o rzuceniu), zaczął biegać niedawno. Zadebiutował z czasem lepszym o kilka sekund niż moja życiówka. I co? I tylko się ucieszyłam, że będzie łatwiej, bo startuje ze znacznie lepszego pułapu. (Mój debiut to chyba coś koło 72:20).<br />
Ten mój medal z Biegu Konstytucji traktuję zatem jako nagrodę. Ale nie za swój czas na trasie, tylko raczej poza nią.</p>
<p>A sam bieg? Tak organizacyjnie, to wydaje mi się, że nawet na 5 km warto ustawić strefy, jeśli startuje tak dużo osób z dość wąskiej ulicy. Więcej kamyczków chyba nie mam. Medali starczyło ;), trochę się przyblokowaliśmy przy napojach na mecie, ale daliśmy radę, obeszłam się bez izotonika, ale też specjalnie o niego nie walczyłam. Pomidorowa bardzo smaczna, stała też budka z Idee Kaffee. Jak się wyludniło przyjechał ogromny tort czekoladowy z cukierni Batida do stoiska ambasady belgijskiej. Miło, przyjemnie, dzieciaki biegały w biegu z maskotką, dzięki czemu sporo było całych rodzin.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/zdjęcie-1.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-2233" title="Bieg Konstytucji " src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/zdjęcie-1-300x224.jpg" alt="" width="300" height="224" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/2012-05-03-13.02.13.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-2234" title="Bieg Konstytucji Legia" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/05/2012-05-03-13.02.13-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/medal-nie-nalezy-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>sąsiedzi z Targówka</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/sasiedzi-z-targowka/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/sasiedzi-z-targowka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 May 2012 21:41:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[akademia biegania przełajowego]]></category>
		<category><![CDATA[ekobiegi]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania biegowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2208</guid>
		<description><![CDATA[Wtorek. Powinien być dzisiaj trening funkcjonalny w Wosirze, ale z racji święta, nie ma. Wróciłam z pracy (tak, tak, z pracy) z nastawieniem, że się polenię, albo porobię testy na prawo jazdy. Ale nie, oczywiście musiałam odpalić FB, a tam znaleźć przypomnienie, że ekobiegi zapraszają dzisiaj na wspólny trening. Akademia biegania przełajowego na Targówku. Cóż, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wtorek. Powinien być dzisiaj trening funkcjonalny w Wosirze, ale z racji święta, nie ma. Wróciłam z pracy (tak, tak, z pracy) z nastawieniem, że się polenię, albo porobię testy na prawo jazdy. Ale nie, oczywiście musiałam odpalić FB, a tam znaleźć przypomnienie, że ekobiegi zapraszają dzisiaj na wspólny trening. <a href="http://ekobiegi.pl/biegowe-wtorki">Akademia biegania przełajowego na Targówku</a>. Cóż, jest to jedna z opcji, których jeszcze nie testowałam, wiec zebrałam się i poszłam. Warto nadmienić, że do miejsca zbiórki, czyli pod urząd mam 10 minut spacerem, a taki luksus często się nie zdarza.<span id="more-2208"></span></p>
<p>Akademia ruszyła 3 marca. Podobno na każde spotkanie przychodzi kilkanaście, do 20 osób. Sporo. Dzisiaj było nas tylko czworo. Chciałam uciec, żeby nie psuć im treningu, czytaj: nie opóźniać. Nie uciekłam, dałam sobie szansę i teraz się cieszę, bo moi sąsiedzi okazali się być bardzo fajnym małżeństwem. Czwarty chłopak był z dalszej okolicy. Cieszę się też dlatego, że przyznaję szczerze, że nie mam najlepszej opinii o tubylcach, na co zresztą sami sobie zasłużyli m.in. ściągając policję o 6 rano. Taka policja wali potem do drzwi do 8 grożąc ich wyważeniem, a człowiek ani nie może spać, ani iść normalnie do pracy, bo się boi, że go zaczną wypytywać. No ale nic. Wiedziałam, że gdzieś tu muszą być normalni ludzie. I są. Przystanek dalej :)</p>
<p>Też cieszę się z tego powodu, że muszę zacząć przyzwyczajać się do tego, że trzeba na mnie trochę brać tempową poprawkę. Powinnam kodować sobie, że od tego nie umiera ani oczekujący, ani oczekiwany. Że w każdej grupie musi być ktoś najsłabszy (najwolniejszy). Oczywiście wiem to wszystko, tylko jeszcze nie radzę sobie z sytuacją, kiedy to ja jestem maruderem. Zapisałam się na obóz biegowy, gdzie też będę w ogonie. Jak już dojdę do złożoności mojej motywacji do wciągnięcia się na listę uczestników, to na pewno się podzielę ;) Na razie cieszę się tą myślą jak głupek.</p>
<p>A tak poza tym, zapomniałam napisać w poprzednim poście, że na GP Warszawy skorzystaliśmy z kolegą z opcji wcześniejszego startu. Co prawda jest on przewidziany da tych, co kończą &gt;70 min, ale po prostu nie chcieliśmy&#8230;żeby na nas czekali, a szczególnie na mnie, z zamknięciem trasy :) Bieg był w sobotę, a do dzisiaj nie uwzględniono tych kilku, 9 chyba minut przewagi, w związku z czym nadal mam czas 56:21 :) aż sobie zrobiłam zrzut ekranu na pamiątkę, bo to się może w realu niestety nigdy nie zdarzyć&#8230; ale wygląda pięknie i niech się kiedyś ziści :)</p>
<p>Zatem podsumowując, moja lekcja do przerobienia do 4. sierpnia jest taka, żeby 1. zaprogramować się, że nikt nie umrze jak trzeba będzie na mnie czekać aż dopełznę na tych zaplanowanych dwóch długich wybieganiach 2. zrobić co się da, żeby czas tego czekania na mnie skrócić do minimum ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/sasiedzi-z-targowka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>osiołkowi w żłoby dano</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/osiolkowi-w-zloby-dano/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/osiolkowi-w-zloby-dano/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 21:31:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[biegi w maju]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2156</guid>
		<description><![CDATA[Pojawiło się tyle opcji różnych startów, że mylą mi się daty i już sama nie wiem na co się pozapisywałam, co opłaciłam, a co tylko planuję. W każdym razie, zorganizowane biegi motywują mnie, więc na nie chodzę i już. Szczególnie, kiedy w ciągu tygodnia zostaje mało czasu, człowiek ciągle coś robi, próbuje ogarnąć dziesięć rzeczy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pojawiło się tyle opcji różnych startów, że mylą mi się daty i już sama nie wiem na co się pozapisywałam, co opłaciłam, a co tylko planuję. W każdym razie, zorganizowane biegi motywują mnie, więc na nie chodzę i już. Szczególnie, kiedy w ciągu tygodnia zostaje mało czasu, człowiek ciągle coś robi, próbuje ogarnąć dziesięć rzeczy na raz, a czacha dymi.</p>
<p>Zapisałam się, to idę, zamiast spać w sobotę do 13. Z takim właśnie nastawieniem zaliczyłam Bieg Wiosny w Lasku Bródnowskim, tydzień temu Bieg dookoła ZOO, a dzisiaj Młociny w ramach Grand Prix Warszawy. Koledzy chcieli mnie namówić na Bieg Raszyński, ale poskąpiłam 60 zł. GP to jedynie 15 zł, no i dojazd gratis :)<br />
W maju wybieram się na Bieg Konstytucji, potem&#8230;zaraz, jak to było&#8230;13. maja na Go Run, 19. na <a href="http://biegszczescia.pl/">Bieg Szczęścia</a>. Tego samego dnia, ale o 16 jest <a href="http://www.samsung.com/pl/bieg/index.html?cid=ppc_google_samsungirenarun_sem_20120423">Samsung Irena Run</a> i nie wiem, czy też się nie przejść (dosłownie, bo dwóch imprez jednego dnia, nawet po 5km, jeszcze nie próbowałam) Ale..wyjątkowo, pakiet mnie kusi :) Potem, 27. Ekiden.<span id="more-2156"></span></p>
<p>Po kolei jednak.</p>
<p><strong>Bieg Wiosny</strong>. 14 kwietnia jeszcze nad ranem była paskudna pogoda. Wstałam o 11, spojrzałam w okno i zwątpiłam. Wiem, jak wygląda mój lasek w deszczu. Ale&#8230;po pierwsze miał dojechać znajomy, z którym się już wcześniej umówiliśmy. Po drugie, kolega z pracy przez ostatnie dni znosił mi puszki na wpisowe, więc jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie chciałam musieć mu powiedzieć, że niepotrzebnie. To zbieranie aluminium zmotywowało nie tylko mnie. Koleżanka, która nie pija puszkowanych napojów, powiedziała, że wygrzebała swoje ze śmietnika, a resztę wyprosiła u obcych ludzi, więc też nie odpuściła. Nasze zacięcie opłaciło się. Bieg był o 14, a koło 12 wyszło słońce i zrobiło się przepięknie. Zabroniłam tym razem kumplowi biec ze mną, więc miał czas o parę minut lepszy ode mnie. Ja sobie wystartowałam z końca stawki i tak też dobiegłam. Piąta od końca, to już taki mój standard na ekobiegach. Ogłoszę wielkie zwycięstwo, jak kiedyś będę przynajmniej 10 :)  od końca rzecz jasna. Tak sobie biegłam i zastanawiałam się, po cholerę ja to w ogóle robię, skoro nadal zaliczam leśny 10-kilometrowy bieg w aż 67 minut. I w zasadzie odpowiedziałam sobie na to pytanie. Żeby utrzymać poziom. Jeśli nie jestem gorsza niż rok temu, a zaliczyłam nieprzyjemną kontuzję bioder, to nie jest źle. Pewnie gdyby nie te starty, to jakoś by się to wszystko w ogóle rozlazło. Teraz mogę się przyznać, że jak się okazało w lipcu zeszłego roku, że mam te stany zapalne w biodrach, to znowu zaczęłam palić. Bo mi było wszystko jedno. Przestałam dopiero po nowym roku i od tamtej pory nie wróciłam do nałogu, a biodra, odpukać, nie dają się we znaki.<br />
Po biegu dostaliśmy zupę i herbatę. Rozlosowane zostały też dwa pulsometry i tradycyjnie &#8211; nagrody z kocyka. Bogato jak na limit zawodników 200. A przez pogodę przyszło tylko 95 ze 130 zgłoszonych osób.</p>
<p>Tydzień później &#8211; <strong>Bieg dookoła ZOO</strong>. Tym razem od rana było wiadomo, że będzie słońce, które jak się potem okazało, niestety na tyle wymęczyło przynajmniej jedną osobę, że potrzebna była karetka :/ Przyczepię się do kibelków i depozytu. Do jednego i drugiego kolejki, a szkoła, w której były szatnie jest trochę oddalona. A wystarczyło powsadzać wory na ciuchy do pakietów, już z numerami, żeby nie trzeba było ich oklejać i podpisywać na miejscu. Poza tym, pierwszy raz mi się zdarzyło, że ktoś inny dostał mój pakiet w biurze zawodów. W efekcie dostałam nowy numer. Nie był to jednak koniec historii.. W zeszłym roku lekko się zszokowałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na listach wyników, właśnie z ZOO, K30 obok swojego nazwiska. Jakoś nie dotarło do mnie wcześniej, że rocznikowo już się łapię w nową kategorię. W tym roku&#8230;cóż, M30 podziałało znacznie bardziej wstrząsająco. Koleżanki, koledzy, jako zawodniczka 664 zostałam zdyskwalifikowana, natomiast jako 1090 zajęłam 627. miejsce wśród mężczyzn :p na szczęście jeden mail do datasport.pl spowodował przywrócenie płci, do której jednak jestem przywiązana ;) Nieźle mnie rozbawiła ta historia. Poza tym bieg był bardzo przyjemny, miałam czas lepszy o 3,5 minuty niż tydzień wcześniej (niecałe 64 minuty), a po biegu serwowano najfajniejszy poczęstunek, z jakim się spotkałam &#8211; sałatka na bazie sałaty Fit&amp;Easy z chlebkiem Vasa. Był też konkurs na przebranie. Jeśli zdarzy mi się jeszcze kiedyś biec w tym biegu, sprawię sobie w końcu ośle uszy, ale nie wiem, czy dam radę pobiec w futrze..</p>
<p>No i <strong>Grand Prix Warszawy</strong>, wyjątkowo na Młocinach, a nie na Kabatach. Nigdy w tym cyklu nie biegłam, wiec to wystarczający powód, żeby spróbować. Jakoś koszmarnie nie chciało mi się wstawać. Ostatni tydzień miałam z tych napiętych, skupiona na przetwarzaniu w głowie list rzeczy do zrobienia. Ale&#8230;umówiłam się z kumplem, więc poszłam. A nawet pojechałam rowerem. Tym samym poznałam wycinek Lasku Bielańskiego, puściutkiego w okolicach 9:30. Przecudnie. W Parku Młocińskim też nigdy nie byłam. Jak już biegliśmy, musiałam przyznać z żalem, że mój Lasek Bródnowski niestety urodą się nie umywa. Tak więc krajoznawczo 10/10. Organizacyjnie trochę niżej, ale tylko dlatego, że nie było gdzie zostawić dokumentów. Owinęłam uszy worka szczelnie wokół blokady roweru i nic nie zginęło, ale jednak czułabym się bezpieczniej, gdybym chociaż dowód i klucze mogła wrzucić do jakiegoś małego woreczka organizatorowi do kieszeni. Szatnię znalazłam, ale tylko jedną. Stojąc poza namiotem, widziałam w środku czyjeś gołe pośladki. W ten sposób zapis z regulaminu o &#8222;integrowaniu środowiska biegowego&#8221; nabiera nowego wymiaru ;) Pogoda była &#8222;zbyt&#8221; piękna, prawie upał. Niestety, również potrzebna była karetka. Temperatura jednak robi swoje, szczególnie, jak podnosi się tak nagle po chłodach/deszczach i organizm nie ma czasu się przestawić.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/GP-Warszawy-Mlociny6.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-2200" title="GP Warszawy Mlociny" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/GP-Warszawy-Mlociny6-1024x220.jpg" alt="" width="655" height="141" /></a></p>
<p>A jeszcze wracając do obfitości możliwości, że tak zarymuję, to 13. maja jest też <a href="http://www.mazoviamtb.pl/">Mazovia</a> w Legionowie pod Warszawą. I co teraz? Mam zrezygnować z GoRun, na który jestem już zapisana (5km), żeby zobaczyć jak jest na maratonie rowerowym, na który się wybieram już chyba od dwóch lat i dotrzeć nie mogę (24 lub 58km, raczej 24;)? Inne edycje są znacznie dalej. I mam zgryz :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/osiolkowi-w-zloby-dano/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Adidas Supernova wiosna/lato 2012</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/adidas-supernova-wiosnalato-2012/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/adidas-supernova-wiosnalato-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Apr 2012 13:26:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[Adidas Supernova Glide 4]]></category>
		<category><![CDATA[koszulka Supernova Tee Sleeve]]></category>
		<category><![CDATA[opinia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[test]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2107</guid>
		<description><![CDATA[Przez ostatni miesiąc testowałam buty Adidas Supernova glide 4 W. Według katalogu przeznaczone są dla stopy neutralnej (oznaczenie supinacja-pronacja). Cena 499 zł. Pierwsze wrażenie: wizualnie uderzające &#8211; połączenie białej cholewki z czerwono-pomarańczowymi wstawkami i lustrzanymi trzema paskami może się podobać albo nie, ale buty na pewno przyciągają uwagę. Duży odblask z przodu na pewno zaliczam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przez ostatni miesiąc testowałam buty <strong>Adidas Supernova glide 4 W</strong>. Według katalogu przeznaczone są dla stopy neutralnej (oznaczenie supinacja-pronacja). Cena 499 zł.</p>
<p>Pierwsze wrażenie:</p>
<p><strong>wiz</strong><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_87541.jpg"><img class="size-medium wp-image-2117 alignleft" title="supernova glide 4" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_87541-300x225.jpg" alt="" width="334" height="251" /></a><strong>ualnie uderzające</strong> &#8211; połączenie białej cholewki z czerwono-pomarańczowymi wstawkami i lustrzanymi trzema paskami może się podobać albo nie, ale buty na pewno przyciągają uwagę. Duży odblask z przodu na pewno zaliczam na plus. Wykonane są bardzo precyzyjnie, bez wystających nitek, czy rozmazanego kleju.</p>
<p><strong>szeroki przód</strong> &#8211; nawet moja szeroka stopa ma w nich dużo miejsca. Nad dużym paluchem znajduje się wzmocnienie, mające, jak się domyślam, zabezpieczać cholewkę przed przetarciem. Wstawka nie uszkodziła mi paznokci. To dla mnie ogromny plus, bo często dobijam je sobie w butach biegowych. <span id="more-2107"></span></p>
<p><strong>plastyczna, cienka cholewka</strong> &#8211; biała, z elastycznej siateczki, rozciągliwa. Siateczka jest na tyle cienka, że zapewnia umiarkowane trzymanie stopy. Zazwyczaj używam butów neutralnych. (Stopy lecą mi do środka, ale stawiam je świadomie neutralnie, lub nawet przesadnie wykręcając ją do zewnątrz). W tych butach jednak cholewka nie trzyma mi stopy w neutralnej pozycji, więc lekko je deformuję. Za to rzeczona siateczka jest bardzo przewiewna i myślę, że w lecie nie raz to docenię.</p>
<p><strong>dość sztywny, wysoki zapiętek</strong> &#8211; jakby przeciwieństwo przodu buta. <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/zapietek.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2119" title="zapietek" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/zapietek-223x300.jpg" alt="" width="164" height="217" /></a>Rzadko zdarzają się stopy szerokie, z drobną kostką i mocno &#8222;wciętym&#8221; achillesem. Zapiętek bardzo ściśle przylega do nogi. W chodzeniu to nie przeszkadza, ale w biegu już tak. Na szczęście po jakimś czasie tył buta trochę się wyrabia (odkształca) i dyskomfort praktycznie znika.</p>
<p><strong>pięta jak płyta tektoniczna</strong> &#8211; fajnie to wygląda: część pięty oddzielona od reszty kilkoma milimetrami przestrzeni, nachodząca na resztę przy nacisku. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie sprawdza się szczególnie u biegaczy cięższych i tych lubiących pouderzać z pięty, albo też przemierzających naprawdę długie dystanse po twardej nawierzchni.</p>
<p><strong>dodatkowo</strong> &#8211; wąski i mięsisty język oraz sznurówki nie ulegające samoistnemu rozwiązaniu. W lewym bucie dziura pod wkładką na miCoacha.</p>
<p><strong>Wrażenie z użytkowania:</strong></p>
<p>Buty, na początku nieskazitelnie białe, mają za sobą już pierwsze pranie, dzięki czemu delikatnie równomiernie poszarzały i takie nawet bardziej mi się podobają. Musiałam je uprać, bo wybrałam się w nich do lasku. Na ściółkę leśną średnio się nadają. Podeszwa jest za płaska i za szeroka, a między płaszczyzny pięty dostaje się ziemia, którą trudno potem wydłubać czy wytrzepać. Ich miejsce jest na asfalcie i tam też dobrze się spisują.</p>
<p>Nie należę do demonów prędkości, więc trudno jest mi ocenić ich &#8222;szybkość własną&#8221;, nie miałam jednak na pewno wrażenia hamowania, niezależnie czy stawiałam stopy bardziej ze środka, czy z pięty. Przetaczają się płynnie, z miękkiej pięty na przyjemnie twardawe śródstopie.</p>
<p><strong>Ocena: 8/10</strong></p>
<p>Fajne buty na płaską, twardą nawierzchnię. Lekkie i przewiewne, więc na pewno przydadzą się w czasie upałów. Poleciłabym je szczególnie użytkowniczkom o raczej szerokiej, dobrze sklepionej stopie (czyli bez płaskostopia); neutralnej do lekko supinującej.</p>
<p>Znalazłam na <a href="http://www.youtube.com/watch?v=oz7zW3bFVaI">youtubie</a> filmik o nich, chociaż w zupełnie innej kolorystyce.</p>
<p>A do butów &#8211; <strong>koszulka Supernova Short Sleeve Tee W</strong>, cena: 159 zł. <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/koszulka-Supernova.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2126" title="Supernova Tee Sleeve" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/koszulka-Supernova-189x300.jpg" alt="" width="144" height="229" /></a> Bardzo przyjemny produkt. Ładny, żywy kolor, paski po bokach, według koleżanki &#8211; wyszczuplające. Chociaż moja koszulka jest dość przylegająca (M), w ogóle jej się nie czuje. Nie obciera, nie zawija się, nie podciąga. Z tyłu ma kieszonkę, która teoretycznie ma kryć miCoacha, ale sięganie do niej w czasie biegu jest średnio wygodne. Za to świetnie się przydaje na dowód osobisty, który czasem trzeba zabrać na bieg, a strach zostawić go w depozycie. Koszulka ma różne strefy materiału &#8211; w miejscach, które bardziej pocimy, czyli na karku i wzdłuż kręgosłupa &#8211; bardziej przewiewne. Zaliczam ją do świetnych na wiosnę, na lato mogłaby być jeszcze cieńsza.</p>
<p>więcej zdjęć mojej supernovej pary znajdziecie <a href="https://picasaweb.google.com/100764364118208823358/AdidasSupernova2012">tutaj</a> i wa Galerii na górze.</p>
<p><em>Dziękuję Adidasowi za dostarczenie produktów do testów.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/DSC_06431.jpg"><img class="aligncenter  wp-image-2246" title="DSC_0643" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/DSC_06431.jpg" alt="" width="640" height="451" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/adidas-supernova-wiosnalato-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Adidas miCoach Pacer</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/adidas-micoach-pacer/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/adidas-micoach-pacer/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 22:41:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[Adidas miCoach Pacer]]></category>
		<category><![CDATA[opinia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[test]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=1995</guid>
		<description><![CDATA[Jak już wcześniej wspomniałam, miałam przyjemność przetestować elektronicznego osobistego trenera &#8211; Adidas miCoach Pacer. Należę do osób umiarkowanie kochających technikę. Jakoś nie mam do tego serca. Poza tym zauważyłam, że zazwyczaj nie widzę tego, co jest specjalnie zaprojektowane, żeby być widocznym i funkcjonalnym. W telefonie też ciężko mi czasem coś znaleźć. Dlatego też lubię urządzenia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak już wcześniej <a href="http://rusz-sie.pl/aqua-running-i-aqua-power/">wspomniałam</a>, miałam przyjemność przetestować elektronicznego osobistego trenera &#8211; Adidas miCoach Pacer.</p>
<div id="attachment_2087" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/miCoach-0.jpg"><img class="size-medium wp-image-2087" title="miCoach " src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/miCoach-0-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Adidas miCoach Pacer</p></div>
<p>Należę do osób umiarkowanie kochających technikę. Jakoś nie mam do tego serca. Poza tym zauważyłam, że zazwyczaj nie widzę tego, co jest specjalnie zaprojektowane, żeby być widocznym i funkcjonalnym. W telefonie też ciężko mi czasem coś znaleźć. Dlatego też lubię urządzenia proste w obsłudze. Jeśli po podłączeniu nie jestem w stanie bez instrukcji obsługi z czegoś skorzystać &#8211; odpada. Tak też podeszłam do miCoacha. Obejrzałam tylko filmik instruktażowy. Potem próbowałam sama i zadałam kilka pytań helpdeskowi. To, co chciałam znaleźć znalazłam, niczego nie uszkodziłam i nie pokasowałam, więc ten test sprzęt przeszedł.</p>
<p>Urządzenie zaliczam do kategorii fajne/rekreacyjne. Krokomierz wyklucza podciągnięcie go pod kategorię „profesjonalne”. Uznaję jednak, że może być świetnym kompanem dla tych, którzy biegają bardziej dla zdrowia i zabawy i nie latają po terenie z miernikiem, żeby mieć odległości sprawdzone co do centymetra. Dobrze by było, gdyby pojawił się lekki sprzęt, łączący GPS z lektorem. Wtedy miałabym pewność, że mi w miarę dobrze zmierzy trasę, a na drodze będę bezpieczna, bo nic mi nie będzie piszczało ani błyskało, więc nie będę na siebie niepotrzebnie zwracać uwagi.<span id="more-1995"></span></p>
<p>﻿﻿PLUSY:</p>
<p>1.  dyskrecja</p>
<p>2.  lekkość</p>
<p>3.  świetny pasek od pulsometra</p>
<p>4.  lektor w różnych językach</p>
<p>5.  czujnik z wymienianą baterią i klamrą do przyczepienia do sznurówek</p>
<p>6.  gotowe plany treningowe (na 5, 10, 21 i 42 km)</p>
<p>7.  możliwość projektowania własnych jednostek treningowych</p>
<p>8.  praktyczny woreczek na elementy zestawu</p>
<p>9.  estetyka + motywacyjny aspekt gadżetu</p>
<p>MINUSY:</p>
<p>1. duże rozbieżności w porównaniu z Garminem w nierównym (pagórkowatym) terenie oraz przy szybkim i bardzo wolnym biegu</p>
<p>2. brak polskiego lektora</p>
<p>3. brak planów treningowych pod niestandardowy dystans</p>
<p>4. po poprawieniu danych system nie zmienia oceny treningu</p>
<p>5. cena</p>
<p>DODATKOWE UWAGI:</p>
<p>1. brak opaski na ramię w zestawie</p>
<p>2. odzież kompatybilna z systemem miCoach</p>
<p>PLUSY:</p>
<p>+1 – o tym już wspominałam, to dla mnie jedna z najważniejszych cech miCoacha. Jestem dziewczyną, mieszkam na warszawskim Bródnie. Biegam w weekendy po Lasku Bródnowskim, albo wieczorami po osiedlach i dookoła Cmentarza Bródnowskiego. Garmina poza zawodami wykorzystuję tylko do nagrywania, chyba, że biegnę w towarzystwie. Dla tych, którzy Garmina nie znają – kiedy mamy wgrany trening, słyszymy piszczenie, gdy mamy przejść w inną strefę wysiłkową. Jeśli słuchamy muzyki, możemy nie usłyszeć piszczenia. MiCoach podaje instrukcje głosowo, przez słuchawkę. Nie ma wyświetlacza, nie ma się więc też co świecić w ciemności. Można do niego podłączyć mp3 kilkucentymetrowym kabelkiem.</p>
<p>+2 – nie mam wagi kuchennej, ale zaliczam miCoacha do sprzętów nicnieważących. Klips dobrze trzyma się portek, minimalistyczna słuchawka raczej nie wypada z ucha. Długi (może nawet trochę za długi) kabel też nie jest żadnym obciążeniem.</p>
<p>+3 – pasek pulsometra jest naprawdę cudowny. Mam dosyć wąską talię i często zdarzało mi się, że zapocony pasek od Garmina czy Sigmy po prostu zaczynał zjeżdżać mi do pępka. Przytrzymywałam go stanikiem, co powodowało uczucie zatykania. Pasek od miCoacha wygląda trochę jak pas w pończochach samonośnych. Idealnie przylega do ciała, trzyma się, ale nie uciska. Czujkę można odpiąć, pas przeprać. Można też zamontować ją bezpośrednio do stanika. Niestety trzeba go zamawiać przez internet, w sklepie go nie spotkałam.</p>
<p>+4 – można się pobawić i zmieniać sobie język z treningu na trening. Można nawet przestawiać sobie na angielski amerykański i brytyjski.</p>
<p>+5 – nie musimy kupować nowej pluskwy do buta, wystarczy zmienić baterię. Klamerka łatwo się zapina i można korzystać z miCoacha w każdych butach wyposażonych w sznurówki. Doceniam, bo nawet nie wszystkie adidasy mają w podeszwie dziurę na czujnik. Nie da rady natomiast wpakować miCoacha do otworu na Nike+.</p>
<p>+6 -  korzystam z gotowego planu Run a Race,  5km. Wprowadzamy ilość dni treningowych i datę zawodów. Przed każdym rozpisaniem planu możemy zrobić najpierw Assessment Workout, czyli 12-minutowy sprawdzian naszej aktualnej formy. Można wybierać między planami dla zupełnie początkujących, jak i zaawansowanych.</p>
<p>+ 7 – można też samodzielnie zaprojektować swój trening, Mamy do dyspozycji takie same klocki, jak w przypadku gotowych planów, czyli 5 stref wysiłku, które już wcześniej określiliśmy w Assessment Workout. Raz zaprojektowaną jednostkę, na przykład jakieś konkretne interwały, możemy umieścić wielokrotnie w kalendarzu.</p>
<p>+ 8 – woreczek, bardzo przydatna rzecz. Mieści wszystkie 7 elementów: miCoach, kabel za słuchawką, czujnik, klamra, pas pulsometra z czujnikiem, kabel do mp3 i kabel do zgrywania.</p>
<p>+ 9 – miCoach jest po prostu ładny w swoim minimalizmie i dokładnie wykonany. Warto też podkreślić aspekt motywacyjny. Na stronie, gdzie się logujemy, żeby pobierać i zrzucać treningi, możemy dołączyć do różnych grup. Od nas zależy, jakie nasze wyniki będą widoczne dla innych. Przyznam szczerze, że kiedyś jak mi się nie chciało iść na zaplanowany trening, a zauważyłam, że znajomy nabił znacznie więcej kilometrów, to w końcu się zebrałam i poszłam ;)Teraz widziałam konkurs polegający na spaleniu jak największej ilości kalorii w jakimś czasie. I to jest bardzo fajne i na pewno motywujące.</p>
<p>MINUSY:</p>
<p>-1- miCoach robi pomiary na podstawie krokomierza. Na początku można sprawdzić, czy dobrze liczy odległość na jakiejś trasie, co do której długości mamy pewność. Jeśli przekłamuje, kalibrujemy. I potem powinno być dobrze. Problem pojawia się, kiedy w szczególnych warunkach zaczynamy zmieniać długość kroku. Przy bieganiu po górkach, krętą wąską ścieżką, w ciągu 20 minut miałam rozbieżność miedzy Garminem, a miCoachem prawie 350m. To bardzo dużo. Owszem, Garmin też nie jest doskonały. W lesie, przy wysokich budynkach, w tunelach, a czasem przy dużym zachmurzeniu też potrafi pogubić te swoje satelitki. Czasem w ogóle nie chce ich złapać po włączeniu. Ale jednak w tym przypadku bardziej ufam jego odczytom. Wzięłam oba na Bieg Wiosny. I mimo kalibrowania, wyszło na garminowe 9,84 km jedynie 9,31 micoachowe.</p>
<p>-2 – pewnie jest niewiele osób, które nie zrozumieją prostych komend, ale jednak to minus.</p>
<p>-3 – nie chciało mi się wprowadzać planu na wyścig 7,2km (Ekiden), więc wrzuciłam na 5km. Szkoda. Mógłby jakoś automatycznie przeliczać sobie odcinki i je dopasowywać.</p>
<p>-4 – po zrzuceniu treningu na stronę dostajemy jego ocenę. Na przykład, że udało nam się zrealizować 80% treningu, czyli w 80% zmieściliśmy się w zaplanowanych strefach. Niestety, kiedy wiemy, że pokonaliśmy inną odległość i ją skorygujemy, wynik nie poprawia się, chociaż gołym okiem widać, że ocena powinna być lepsza.</p>
<p>-5 &#8211; 619 zł to dość dużo jak na urządzenie na bazie krokomierza, szczególnie, że można korzystać z telefonów, które nam dokładniej zmierzą trasę, a aplikacje mają darmowe.</p>
<p>DODATKOWE UWAGI:</p>
<p>DU 1 – w katalogu i na zdjęciach promocyjnych wszędzie miCoach przymontowany jest na ramieniu. Opaskę widoczną na zdjęciu można jednak kupić tylko na zamówienie, przez Internet. Dziwi mnie to, bo przy cenie 619 zł za zestaw można się spodziewać tego dodatkowego kawałka gumki, pewnie takiej samej jak w pulsometrze.</p>
<p>DU2 – kompatybilność odzieży z systemem miCoach (mają miCoach w nazwie) polega na tym, że w spodenkach jest od wewnętrznej strony kieszonka na urządzenie. W  bluzkach natomiast kieszonka znajduje się na plecach, z dziurką na przewleczenie kabla. Jedno i drugie uważam za zbędne, bo miCoach ma szerokiego klipsa, którym można do przyczepić do każdych spodni, spódnicy, czy samych majtek. Sięganie na plecy i odpinanie pionowego suwaka małej kieszonki jest z kolei po prostu mało wygodne. Ale o bluzce będzie później.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>kilka zdjęć <a href="https://picasaweb.google.com/100764364118208823358/AdidasMiCoachPacer#">tutaj</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/adidas-micoach-pacer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>nieee&#8230;.znowu&#8230;</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/nieee-znowu/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/nieee-znowu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 16:43:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[skręcony staw skokowy]]></category>
		<category><![CDATA[stadiopasta]]></category>
		<category><![CDATA[tejpy]]></category>
		<category><![CDATA[terapia manualna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2057</guid>
		<description><![CDATA[Długo nic mi nie było.. w poniedziałek rano odkleiłam ostatnie plastry po szyciu, wieczorem skręciłam kostkę. Yeah. Oczywiście tę samą co zwykle. Lewą. Straciłam rachubę który to już raz. Nawet tym razem nie wściekałam, tylko śmiać mi się chciało, że jestem taką niewiarygodną pierdołą. Rzecz jasna znowu zdarzenie miało miejsce na prostej drodze, przy praktycznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Długo nic mi nie było.. w poniedziałek rano <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/kostka.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2067" title="kostka" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/04/kostka-225x300.jpg" alt="" width="180" height="240" /></a>odkleiłam ostatnie plastry po szyciu, wieczorem skręciłam kostkę. Yeah. Oczywiście tę samą co zwykle. Lewą. Straciłam rachubę który to już raz. Nawet tym razem nie wściekałam, tylko śmiać mi się chciało, że jestem taką niewiarygodną pierdołą. Rzecz jasna znowu zdarzenie miało miejsce na prostej drodze, przy praktycznie zerowej prędkości jak na bieg. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że jestem ślepawa, był wieczór, a płyty chodnikowe poukładane są czasem w dość przypadkowych płaszczyznach i dowolnych odstępach. No ale nic, kręcimy staw skokowy i co dalej?</p>
<p>Wracamy kuśtykając do domu i mamy dwie opcje. Jedna, to taka, jaką pamiętam jeszcze z podstawówki. Noga do góry, przez dwa tygodnie praktycznie nie chodzimy, na kostce bandaż, w najgorszym wypadku gips. Może w podstawówce to było fajne, bo można było nie iść do szkoły, ale teraz&#8230;odpada.<span id="more-2057"></span></p>
<p>Zatem wracamy ostrożnie do domu, wyciągamy z zamrażalnika cold packa, którego oczywiście tam przechowujemy na wszelki wypadek i okładamy bolące miejsce. Opanowujemy płacz z bólu i strachu (przed przymusową przerwą) i prosimy o fachową, fizjoterapeutyczną pomoc. Dostajemy porcję terapii manualnej oraz tabletkę przeciwzapalnego Olfenu, po czym staw skokowy zostaje usztywniony tejpami. Na koniec znowu okładamy kostkę cold packiem i idziemy spać. Następnego dnia rano panicznie boimy się wstać. Niepotrzebnie. Okazuje się, że o dziwo wcale nie jest tak źle. Można iść do pracy. Nie można tylko iść wieczorem na trening funkcjonalny do WOSiRu, co powoduje niepowetowane poczucie straty ;) Zamiast treningu robimy okład z przypominającej błocko <a href="http://www.weron.eu/stadiopasta-250-ml.html">stadiopasty</a>, który zabezpieczamy bandażem. Rano znowu tejpy, chociaż kuśtykanie minęło. I w zasadzie już w środę, najpóźniej w czwartek, możemy znowu ostrożnie podreptać, tyle że dalej z tejpami. W sobotę idziemy biegać do lasku po górkach. Można? Można. Trzeba jednak od razu działać szybko, wielotorowo i nie poddawać się zwątpieniu ;) No i trafić na kogoś, kto nas może pooklejać i się na tym zna. Tejp, choć prosty w konstrukcji, winien być nakładany umiejętnie i ze znawstwem. Szczerze polecam.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/nieee-znowu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>7. Półmaraton Warszawski</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/7-polmaraton-warszawski/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/7-polmaraton-warszawski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Mar 2012 09:59:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2046</guid>
		<description><![CDATA[Od niedzieli przeczytałam już tyle relacji, że chyba nie ma co pisać kolejnej. Połówka była wydarzeniem wielkim i dobrze zorganizowanym. Dla startujących. Dla kibiców, czyli dla mnie na przykład była taka niedogodność, że jak już popatrzyłam jak wszyscy startują i w końcu udało mi się zejść z mostu, już leciał Paweł, pacemaker na 1:30. Nawet [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od niedzieli przeczytałam już tyle relacji, że chyba nie ma co pisać kolejnej. Połówka była wydarzeniem wielkim i dobrze zorganizowanym. Dla startujących. Dla kibiców, czyli dla mnie na przykład była taka niedogodność, że jak już popatrzyłam jak wszyscy startują i w końcu udało mi się zejść z mostu, już leciał <a href="http://maratony.blogspot.com/">Paweł</a>, pacemaker na 1:30. Nawet się nigdzie dalej nie przemieszczałam, tylko sklaskałam zmarznięte dłonie i zdarłam gardło pod tym mostem. Poza tym powzruszałam się widząc ludzką walkę z własnymi słabościami, porobiłam trochę <a href="https://picasaweb.google.com/100764364118208823358/7PoMaratonWarszawski?authkey=Gv1sRgCLzx3e2d_6mLDg">zdjęć</a> i odsłuchałam <a href="http://www.youtube.com/watch?v=6B1qu7S0E5g">snu o Warszawie</a>.</p>
<p>Zauważyłam, że jako kibice jeszcze zdecydowanie raczkujemy. Przyznaję, też mi czasem głupio się drzeć, bo ani barwy głosu nie mam jakiejś niesamowitej, ani tym bardziej skali. Tyle że który z biegnących będzie się tym przejmował? Myślę, że biegnący chcą po prostu dopingu. Uznania dla ich wielomiesięcznych starań i może wsparcia w chwili zwątpienia. Fajnie jest obserwować, jak zawodnik nagle zaczyna się prostować, gdy słyszy brawa albo swoje imię odczytane z numeru startowego. Jakby ktoś go zbudził z półsnu. Zresztą, niektórzy sami nadbiegając krzyczeli &#8222;gdzie jest doping?&#8221;. No właśnie&#8230;<span id="more-2046"></span> Pamiętam taką scenkę z Falenicy. Stoi mama z małą córeczką tuż przed metą. Mała jak to dziecko, odbiera atmosferę. Krzyczy, klaszcze, podchwytuje od jakiejś pani &#8222;dawaj, dawaj, dawaj&#8221; i ma radochę. Mama natomiast jakby zażenowana, za każdym razem kiedy córa zaczyna dopingować, kładzie jej rękę na głowie w uciszającym geście. I tak to chyba wygląda. Od małego uczeni jesteśmy nie wydurniać się. Szkoda trochę. Bo jak tu się bawić na sztywno? Duża część kibiców to ludzie czekający na &#8222;swoich&#8221;. I dopóki ci swoi nie ukażą się, raczej milczą, albo sobie gadają o tym co się dzieje. Ba, jeden gość na entuzjastyczne &#8222;Ze-nek Ze-nek Ze-nek&#8221; odezwał się do swojego kompana w te słowy &#8222;Zenek sam sobie poradzi, po co się tak drzeć?!&#8221;</p>
<p>I druga obserwacja, pewnie znowu nic odkrywczego, ale&#8230;zwróciliście kiedyś uwagę kto odbiera pakiety i w jakich konfiguracjach? Jeśli nie, to wam powiem. 1. On dzierży torbę, ona dumnie-wspierająco drepcze obok 2. On i ona mają po torbie 3. On idzie po pakiet 4. Oni zwartą męską grupą idą po pakiety, pewnie nawet są drużyną  5. ona idzie po pakiet 6. One idą po pakiety. Jakiej sytuacji tu nie ma? No właśnie. Ona idzie po pakiet, a on dumnie-wspierająco drepcze obok. Jasne, pewnie zdarza się taki wybryk. Jak wyjątek od reguły. Poszłam na expo i po drodze poobserwowałam trochę te konstelacje i takiej sytuacji nie widziałam. Nasuwa się wniosek, że kobieta rzadko kiedy sama w związku realizuje się biegowo. I jest to materiał do dalszej analizy. Jak ktoś zna więcej takich przypadków, to uprzejmie proszę o dokładniejsze nakreślenie sytuacji.</p>
<p>Skoro już byłam na tym expo, skorzystałam z promocji i zapisałam się za pół ceny na Krynicę. Pół ceny, czyli po 20 zł za bieg. Potem pozwoliłam sobie na rozkoszny żart, kiedy opowiadałam na co się zarejestrowałam. Zobaczyć minę znajomego, który doskonale orientuje się w moich aktualnych możliwościach, na moje radosne oświadczenie, że zapisałam się na bieg na Jaworzynie, 33km &#8211; bezcenne :D Jakbym oglądała film w slow motion. &#8222;Ja i 33 km biegiem po górach&#8221; bezskutecznie próbujące się wedrzeć do świadomości i dostąpić zrozumienia. Jak już wspomniałam, żartowałam. Ale prawdą jest, że zapisałam się 10km Krynica-Muszyna, Bieg Kobiet (1km za zupełne darmo! ;) i 9 km na tej (nie)szczęsnej Jaworzynie. Teraz tylko czekam, aż mi (dzisiaj) szwy zdejmą i można brykać bez zachowania szczególnej ostrożności. Miałam mały zabieg, przez który też w ogóle nawet nie myślałam o połówce. Na 21km mogłabym się jednak lekko nadpruć ;)</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/7-polmaraton-warszawski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Aqua Running i Aqua Power</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/aqua-running-i-aqua-power/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/aqua-running-i-aqua-power/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Mar 2012 19:22:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[Adidas Supernova Glide 4]]></category>
		<category><![CDATA[aqua power]]></category>
		<category><![CDATA[aqua running]]></category>
		<category><![CDATA[miCoach Pacer]]></category>
		<category><![CDATA[WOSiR]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=2024</guid>
		<description><![CDATA[W niedzielę WOSiR na Rozbrat organizował otwarte zajęcia aqua running i aqua power. W końcu jak już zyskałam łatkę łowcy treningów, to trzeba jakoś podtrzymywać wizerunek, więc popędziłam obadać nowy teren ;) Zajęcia trwały po pół godziny. Czyli cały pokaz łącznie godzinę, ale można było zostać na drugi blok, z czego chętnie skorzystałam, a tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W niedzielę WOSiR na Rozbrat organizował otwarte zajęcia aqua running i aqua power. W końcu jak już zyskałam łatkę łowcy treningów, to trzeba jakoś podtrzymywać wizerunek, więc popędziłam obadać nowy teren ;)</p>
<p>Zajęcia trwały po pół godziny. Czyli cały pokaz łącznie godzinę, ale można było zostać na drugi blok, z czego chętnie skorzystałam, a tym samym wodowałam się przez dwie godziny i wylazłam pomarszczona jak kalafior.</p>
<p>Poszłam oczywiście z ciekawości. Może żeby mieć pełne rozeznanie powinnam zaliczyć jeszcze aqua aerobik, bo na dobrą sprawę nie wiem, czym konkretnie różni się on od aqua power. Na pewno mniej odstrasza mężczyzn nazwą ;) Zakładamy <a href="http://swimshop.pl/sklep/aqua_aerobic/prd,AQUA%20SPHERE%20PAS%20WYPORNO%C5%9ACIOWY,rid,15085.html">pas wypornościowy</a> i <a href="http://swimshop.pl/produkt/prd,KIEFER%20MANKIETY%20NA%20NOGI%20AQUA,rid,6896.html">mankiety</a> na kostki. Potem robimy rozmaite wymachy, wykopy i zagarnięcia wody. Opór dla rąk wytwarza  albo „makaron”, czyli piankowy wałek o średnicy może 7 cm, albo takie piankowe, płaskie jakby cukierki z rączką w środku, dumnie nazywane hantlami.<span id="more-2024"></span></p>
<p>Aqua running natomiast, jak można było się spodziewać, to głównie przemieszczanie się z jednego końca basenu na drugi. Podobno taki trening w niektórych krajach jest już regularną częścią tradycyjnego treningu biegowego (Filipiny, Nowa Zelandia) i nawet są w tej dyscyplinie przeprowadzane zawody (Kolonia). Nie ma się co śmiać, dyscyplina narodziła się koło 1970 roku, a ojcem jej był trener lekkoatletyczny marynarki wojennej USA, Glenn McWaters, który szukał sposobu na powrót do pełni sprawności po kontuzji nogi.</p>
<p>Zalety?</p>
<p>(1) Nie obciążamy stawów, których powierzchnie dodatkowo korzystają z właściwości wody i oddalają się od siebie. To samo dzieje się w kręgosłupie, który ulega elongacji, czyli rozciągnięciu</p>
<p>(2) lekki hydromasaż powoduje zmniejszenie napięcia mięśni, które często mamy albo przeciążone mocnym treningiem, albo skumulowanym stresem</p>
<p>(3) używamy dużych partii mięśni, żeby utrzymać pion i nie poddać się wirom wodnym, co daje też nowy bodziec organizmowi, który mobilizuje się do nowego rodzaju wysiłku</p>
<p>(4) w wodzie spada nam tętno, a organizm się nie przegrzewa dzięki czemu możemy zrobić intensywniejszy trening przy mniejszym odczuwalnym zmęczeniu</p>
<p>(5) trening jest bezbolesny i bezurazowy, o ile oczywiście znamy technikę.</p>
<p>No właśnie. Na rzeczoną technikę składa się po pierwsze utrzymywanie ciała w pionie. Głowa, klatka piersiowa i biodra powinny tworzyć linię prostą z nogą, która wykonała wykop. Łopatki ściągnięte, brzuch napięty, nie robimy kaczego kupra, bo zamiast pomóc kręgosłupowi, możemy zaszkodzić. Możemy biec w miejscu, albo przemieszczać się. W tym celu pochylamy się nieznacznie do przodu, ale pamiętamy cały czas o prostej linii. Dłonie nie zagarniają wody jak przy pływaniu. W ogóle staramy się unikać pływackich ruchów. Dłoń stanowi przedłużenie przedramienia, palce mamy  rozprostowane, albo złożone w pięści, kciuk skierowany w górę. Możemy też imitować ruch taki, jaki wykonujemy na nartach biegowych ślizgając się po dnie.</p>
<p>Na pewno jest dobry trening zastępczy przy kontuzji. Poleciłabym też puszystym oraz bojącym się wody, bo dzięki pasowi na pewno nie utoną. Można ćwiczyć też bez sprzętu, tyle że tak jest trudniej. Szczególnie w wodzie po szyję. Tak z własnych obserwacji,  wydaje mi się, że takie zajęcia świetnie wyrabiają przede wszystkim mięśnie głębokie, bo zupełnie inaczej wygląda wyprowadzenie siły do wymachu kiedy wisimy w wodzie i mamy dodatkowy opór. Poza tym wszelkie nożyce na pewno kształtują pośladki i uda (szczególnie ważne pewnie dla pań), a zagarnięcia wody, szczególnie w aqua power  – ramiona i klatkę piersiową, co ważne jest dla wszystkich, a szczególnie tych cierpiących na smętny zwis w miejscu na triceps. Do tego dochodzi ogólna wytrzymałość. A może w zasadzie od tego trzeba było zacząć. A, no i na pewno poprawia koordynację ruchową.</p>
<p>Intensywność ćwiczeń zapewne można zwiększyć. Modulując trening wyrabiamy albo wytrzymałość, albo siłę. Te zajęcia pokazowe, w których uczestniczyłam były umiarkowanie ciężkie, a nie obijałam się. Przynajmniej nie trzeba było mnie zdrapywać z posadzki w szatni. Pozostało przyjemne uczucie, że całe ciało równomiernie popracowało. Dowiedziałam się, że zajęcia pełnowymiarowe powinny trwać 45-60 minut. Po półgodzinnych zajęciach można mieć mocny niedosyt, chociaż jedna uczestniczka mówiła, że się zmęczyła po pierwszym bloku. Ale że pani ta ma lęk przed wodą wnioskuję, że głównie zmęczył ją strach. Osoby bardziej zaprzyjaźnione ze środowiskiem wodnym zapewne są bardziej rozluźnione i czerpią z tego więcej przyjemności. Swoją drogą to ciekawe, że na kilkanaścioro uczestników kilka osób przyznało się, że słabo pływają, albo właśnie wręcz panicznie się boją. Jakiś jednak magnetyzm musi ta woda mieć, skoro chcą pokonywać swoje opory. Ale jaki? Mnie pytałam.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>A tak poza tym, to ostatnio zajmuję się między innymi badaniem co może, a czego nie może oraz co ja mogę z tego co może miCoach Pacer. Dziękuję Adidasowi za wciągającą (już to wiem) zabawę i oraz buty i koszulkę z kolekcji wiosna-lato 2012. Koszulka w modnym (tak twierdzą koleżanki ogarniające modową rzeczywistość) pomarańczowawym<a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_8752.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2037" title="Asidas Supernova Glide 4 &amp; Co." src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_8752-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> kolorze, buty Supernova Glide 4 z  piętą uginającą się jak nachodząca płyta tektoniczna. Wygodne, giętkie. Jeśli zaś chodzi o miCoacha, to pierwsze spostrzeżenie, fundamentalne dla dziewczyny w warszawskiego Bródna, znanego też wśród przyjaciół jako Bronx – jest dyskretny. Czarny sprzęt wielkości mniej więcej pudełka od zapałek ze słuchawką na jedno ucho, szepczącą „slow down to blue zone, maintain blue zone” etc, jest na pewno bezpieczniejszy od Garmina, który światłem i piszczeniem oznajmia z daleka, że się zbliżam. Kiedyś miałam nawet taką sytuację, że ustawiłam sobie jakiś pułap tętna, którego miałam nie przekraczać i poszłam podreptać. Oczywiście jak zawsze wczesną nocą. Niestety zawsze skacze mi gul, a tym samym ciśnienie, jak mijam rozbawione grupki lokalsów spożywających browar tu i ówdzie. I co? Nadciągam, widzę że jak zwykle wzbudzam niezdrowe zainteresowanie, Garmin zaczyna piszczeć, a jeden z kolesi komentuje „hehe, co, tętno skoczyło?”. Tak skoczyło, że więcej nie próbowałam&#8230;</p>
<p>Z drugiej strony, przez brak wyświetlacza w miCoachu na początku czułam się, jakbym się poruszała po omacku. Co tam się do niego załadowało? Co się zapamiętało? Co się skasuje jak coś nacisnę, a co zostanie? Jak na razie nic się nie skasowało…wręcz ponagrywało mi się za dużo, bo się sierota nie nauczyłam dobrze wyłączać ;) Zobaczymy, co będzie dalej. Nie znalazłam opcji trenowania pod 7,2km, więc miCoach zadecydował w zasadzie za mnie, że na Ekidenie zamawiam 5km. Na 10 i tak nie dam rady, bo jeszcze zachciało mi się w sile wieku robić kurs na prawo jazdy, a doba uparcie nie chce się wydłużyć :/ Tbc.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/aqua-running-i-aqua-power/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Falenica &#8211; ciąg dalszy</title>
		<link>http://rusz-sie.pl/falenica-ciag-dalszy/</link>
		<comments>http://rusz-sie.pl/falenica-ciag-dalszy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Mar 2012 21:58:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Osioł</dc:creator>
				<category><![CDATA[tablica]]></category>
		<category><![CDATA[ceramiczny medal]]></category>
		<category><![CDATA[cukiernia]]></category>
		<category><![CDATA[falenica]]></category>
		<category><![CDATA[zimowe biegi górskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rusz-sie.pl/?p=1997</guid>
		<description><![CDATA[&#8230;ale to niestety już ostatni etap w tym sezonie, bo w sobotę był finał Zimowych Biegów Górskich w Falenicy. Mieliśmy akurat 100% wiosny i dobrze się złożyło, bo po biegu było rozdanie medali, które trochę trwało.  Każdy, kto ukończył przynajmniej trzy biegi dostawał ceramiczny medal z nazwiskiem i swoim najlepszym czasem wlepionym na odwrocie. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8230;ale to niestety już ostatni etap w tym sezonie, <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/koszulka-falenica1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2007" title="koszulka falenica" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/koszulka-falenica1-300x225.jpg" alt="" width="194" height="146" /></a>bo w sobotę był finał Zimowych Biegów Górskich w Falenicy. Mieliśmy akurat 100% wiosny i dobrze się złożyło, bo po biegu było rozdanie medali, które trochę trwało.  Każdy, kto ukończył przynajmniej trzy biegi dostawał ceramiczny medal z nazwiskiem i swoim najlepszym czasem wlepionym na odwrocie. Nie wiem co z przypadkami, kiedy ktoś biegł różne dystanse, ani z tymi, którzy trzeci start zaliczyli dopiero w sobotę. W każdym razie spędziliśmy tam trochę czasu, bo ja, jako cieniasek/rekonwalescent, startowałam o 10.30 na 6,6km, a mój kolega,  jako M45, 10k, czekał na swój medal do 14. W przerwach między dystansami były losowane koszulki i ciastka z pobliskiej cukierni. Mój numerek był szczęśliwy, więc kolekcja koszulek powiększyła mi się :)<span id="more-1997"></span></p>
<p>Wzruszający był moment, kiedy swoje medale <a href="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/pani-Helena-Zielczynska.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2008" title="pani Helena Zielczynska" src="http://rusz-sie.pl/wp-content/uploads/2012/03/pani-Helena-Zielczynska-300x225.jpg" alt="" width="194" height="146" /></a>odbierali państwo Helena i Mieczysław Zielczyńscy. Ona urodzona w 1927, on w 1930. Brali udział we wszystkich etapach, na 3,3km. Odebrali zasłużone, długie brawa. Piękna para. Fajnie też wyglądają razem, bo pani Helena jest maleńka i drobna, a pan Mieczysław jest wysoki nawet jak na współczesną średnią wzrostu. Na zdjęciu częściowo widoczna jest również Dorota Świderska, dzięki której niedługo pojawi się galeria na <a href="http://www.maratonczyk.pl/component/option,com_weblinks/catid,2/Itemid,6/">maratonczyk.pl.</a></p>
<p>Sobotni etap zaliczał się do <a href="http://www.festiwalbiegowy.pl/1234,lista-imprez-ligowych">Ligi festiwalu biegowego</a> jeśli ktoś biegł na 10km.</p>
<p>Po ostatnim, czyli moim pierwszym razie kolega pocieszał mnie, że nikt prawie za pierwszym razem nie podbiega wszystkich wzniesień. Tym razem postawiłam sobie za cel jak najmniej podchodzić. Z 2&#215;7 podbiegów podłaziłam tak mniej więcej 2x 1,5. Jeden podbieg wypadał w zupełnie suchym piachu, który ostatnim razem był zmrożony. Wynik (46:43) miałam o 10 sekund gorszy niż te dwa tygodnie temu i to bez przerwy między pętlami na zdjęcie kurtki. Uznaję zatem, że lepiej podłazić, a potem puszczać się na oszczędzonych nogach i płucach :) a tak na serio to myślę, że to ten piach. I może słońce.</p>
<p>Jeszcze wrócę do tej cukierni. To była lokalna cukiernia, której nazwy nie pamiętam. Kiedy szliśmy z Darkiem do kolejki właśnie o tym rozmawialiśmy. Zastanawialiśmy się, czy to trafione reklamowo posunięcie, czy nie, skoro nawet nie pamiętamy jak się nazywa, ani na jakiej jest ulicy i ciekawe, czy ktoś tam zajdzie. I wtedy właśnie ją zobaczyliśmy. Weszliśmy, kupiliśmy po ciastku. Były pyszne i myślę, że ci biegacze, którzy już tam byli w środku, i ci, którzy weszli po nas, mogą to potwierdzić. Polecamy.</p>
<p>Szkoda, że te biegi nie trwają cały rok, chociaż pewnie ganianie po falenickich wydmach przy wysokiej temperaturze musi być prawdziwą mordęgą. Zgodziliśmy się z Darkiem, że jednak przyjechać specjalnie, żeby pobiegać, kiedy nie ma wyścigu, to by nam się nie chciało, tym bardziej, że nie byłoby gdzie rzeczy zostawić. Pobliska szkoła może nie ma najbardziej przepustowych łazienek jakie można sobie wymarzyć, ale jest i ma szatnię.</p>
<p>Cóż&#8230; żałuję, że tak późno dałam się namówić. Dziwne, że w ogóle trzeba było mnie namawiać, bo zazwyczaj wystarczająco skutecznie sama się nakręcam na biegi do 10km. Nie wiem sama, co mnie tak strasznie przerażało. Pewnie to, że kiedy pierwszy raz usłyszałam od kolegi o Falenicy, to właśnie w kontekście jej okrutnej trudności. Kiedyś dam radę przebiec całą trasę. Bez marszu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rusz-sie.pl/falenica-ciag-dalszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

