Sześciopaku, gdzie jesteś? komentarzy: 8

lip7

Na początku czerwca Krasus rzucił wyzwanie polegające na poszukiwaniu sześciopaka. Chodziło o powstrzymywanie się od jedzenia słodyczy i innych junk foodów w celu wydobycia rzeźby brzucha spod warstwy ochronnej. Każdy deklarował z czym będzie walczyć. Ja zgłosiłam bana na słodkie bułki i ciastka z piekarni. Uznałam, że poza tym specjalnie nie grzeszymy, a te ciastka rzeczywiście jakoś tak same mi wpadały do torby, szczególnie jak nie zdążyłam wystarczająco dużo zjeść przed wyjściem z Jaśkiem na spacer. Nienawidzę spacerów, serio, a już na lekkim ssaniu to w ogóle masakra, więc jakoś tak wychodziło. Najlepiej z kremem, albo lukrem. Szybko!

No dobra. Przystąpiłam. Postanowiłam jednak sprawdzić, czy rzeczywiście jemy tak, jak mi się wydaje i wszystkie słodkości zapisywałam w notesie przyczepionym do lodówki. I tak oto w samym tylko czerwcu przerobiłam na biomasę:

5 śliwek w czekoladzie (400), 2 batoniki chałwy (1100), loda Nesquik (64) , 2 Merci (270), 2,5 tabliczki gorzkiej czekolady (1300), pół Big Milka nugatowego (50), Big Milka w czeko (174), poł batona lodowego (50) opakowanie ciastek owsianych Sante (600), pół Magnum Mint (120) i kawałek tortu bezowo-chałwowego z Croque Madame. Do tego dwa małe kawałki domowego sernika na zimno, kawałek domowego torciku makowego i domowe muffiny, które w zasadzie nie liczą się jako słodycze.

Naprawdę to wszystko zżarłam w 30 dni? :D Mam to teraz pododawać? Boję się…Około 4200 + tort jakieś pewnie 400 + te domowe ciasta. 600?700? Aaa, no i jeszcze pół małej blaszki brownie… Upiekliśmy, bo miała wpaść koleżanka z wizytą. Cóż. Miał
a, ale w końcu nie wpadła, więc nie mogliśmy temu brownie pozwolić się zmarnować ;). Czyli co, jakieś 6 tysięcy wchłonęłam. Albo i ze siedem. To tyle, co podobno trzeba spalić, żeby stracić kilogram. Co ciekawe, część tego zjadłam bez sensu. Tak, tak. Jest jedzenie słodyczy z sensem, i jest takie bez sensu. Bez sensu jest na przykład jedzenie sernika, który ktoś nam nałożył i postawił przed nosem. Szczególnie, jak unikamy nabiału, bo karmimy i nam dziecko parszywieje, jak przesadzimy z mlekiem. Bez sensu jest też pozwolić się obdarować śliwkami w czekoladzie, czy czekoladkami. Nie mam specjalnie silnej woli, ani natury męczennika, więc jak jest, to zjem. Raz w taki sposób, „z darów” zjadłam białą czekoladę z jakimiś drażetkami. Nigdy w życiu chyba nie kupiłam sama białej czekolady. Zapamiętaj, droga rodzino: Nie dokarmiać! Magnumów z zasady nie jem, bo są dla mnie za duże i za tłuste, ale za to bardzo lubię miętowe lody. Ten niestety jest w środku biały i wydaje mi się, że mięty nie widział. Nie polecam.

Czekolada i chałwa. Wychodzę chyba z założenia, że lepiej zrobić kilka kilometrów więcej, niż umartwiać się z powodu gorzkiej czekolady. Albo w ogóle olać i po prostu czasem zjeść. W sumie nie wiem, c
zy było jej 2,5 tabliczki, czy może dwie czy trzy. Zjadam rządkami. Mogłam się machnąć w którąś stronę. Chałwa natomiast to jest niezły szit. Słodycz, do której miałam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony wiem, że 50% to cukier, nawet jak ma na opakowaniu jakieś brednie o miodzie. Z drgiej, te drugie 50% to sezam, który jest bogaty w wapń, o który się czasem boję po drastycznym obcięciu nabiału. W końcu ile można żreć rybki z kręgosłupami?? Ostatecznie się wkurzyłam i zrobiłam hołmejda, cyli wyrób domowy. Chałwa z domieszką miodu. Wyglądało raczej jak sezamwy bobek, niestety bez łamiącej się struktury kupnej chałwy, ale w supełności zaspokoiło moją potrzebę zezarcia sezamu na słodko. Polecam!

I tak to. Waga zleciała w czerwcu z 68,5 do 67,7 co raczej jest zasługą lekkiego stresu niż wyeliminowania bułek. A może nie? W każdym razie zadzwonili z basenu, że jest grupa dla niemowlaków i Jasiek mIMG_20140704_142600oże przyjść. A raczej mogę go przynieść. Dopiero skończył 8 miesięcy, więc jeszcze nie chodzi. Co zrobiłam jak tylko się rozłączyłam? Tak, sprawdziłam, czy mieszczę się w kostium. Otóż, o zdziwienie, mieszczę się lepiej, niż kiedy go kupowałam, czyli w erze nawet nie tyle przed Jaśkiem, co chyba w ogóle przed powstaniem z kanapy. Nie, nie rozciągnął się ze starości ;) Uznałam, że lustro jest łaskawe, chociaż sześciopaka brak. Nie jest to jednak wynik moich specjalnych starań tylko raczej geny, karmienie i zmiana trybu życia z siedzącego na krzątający. No i przyznajmy to szczerze – prawdziwy dramat rozgrywa się po drugiej stronie. Nie udało mi się podciągnąć pośladków na pierwotne miejsce (ani zrobić wystarczająco drastycznego zdjęcia od dupy strony) Mam za to szersze ramiona. Mówiłam już, że moje „malutkie” dziecko waży już 11 kg? Nie? No to mówię. Jest co podrzucać ;)

Nie ukrwam, że miło by było zobaczyć jeszcze w lipcu na wadze 66,9. Mam 176 cm wzrostu. Wagowo nie mam dużo większych pragnień. Co innego konsystencja… Mam 33 lata oraz nadzieję, że jeszcze przez następnych kilka przy machaniu dłonią, nie będę również powiewać wspomnieniem po tricepsie ;)

PS. Mój Fizjo twierdzi, że na sześciopak świetne są ćwiczenia w zwisie na drążku. To miłego rzeźbienia! :)

Kulturka! komentarzy: 6

maj20

Siedliśmy (wirtualnie) z innymi Blogaczami i zebraliśmy do kupy to co nas najbardziej boli w czasie zorganizowanych biegów, a czasem i treningów, jak się kto inny, przypadkiem niekulturny, napatoczy. W sumie całkiem sporo tego wyszło. Nie żebyśmy byli takimi strasznymi marudami. Po prostu staraliśmy się być dokładni. Po co? Tak, żeby nam się przyjemniej współbiegało.

  1. Nie startuj w zawodach jeśli nie jesteś do tego uprawniony. Organizatorzy muszą zapewnić przestrzeń, bezpieczeństwo i inne świadczenia każdemu uczestnikowi. Właśnie temu służą zapisy i opłaty startowe.
  2. Respektuj strefy startowe przygotowane przez organizatora.
  3. Jeśli nie wyobrażasz sobie biegania bez muzyki, słuchaj jej po cichu, by słyszeć co się dzieje wokół.
  4. Jeśli biegnąc w tłumie chcesz zmienić „pas ruchu”, zasygnalizuj to ręką. Jeśli ktoś inny chce zmienić, zrób mu miejsce. Biegaj w miarę możliwości prawą stroną, lewą zostawiając dla szybszych od siebie.
  5. Jeśli w trakcie biegu musisz się zatrzymać – najpierw zbiegnij do krawędzi jezdni, nigdy nie zatrzymuj się nagle na środku drogi.
  6. Zachowaj ostrożność na punktach odżywczych. Jeśli z nich nie korzystasz, obiegnij je po zewnętrznej. Jeśli korzystasz – nie zatrzymuj się nagle, bo ktoś z tyłu może na Ciebie wpaść.
  7. Nie śmieć. Odpadki wyrzucaj tylko w miejscach do tego przeznaczonych, a jeśli takowych nie ma, schowaj do kieszeni. Nie rzucaj kubeczków/butelek pod nogi innych biegaczy.
  8. Nie pluj i nie wydmuchuj nosa bez upewnienia się, że Twoja wydzielina nie trafi w kogoś innego.
  9. Nie ścinaj zakrętów, nie skracaj sobie trasy.
  10. Na zawodach uśmiechnij się (choć czasem!) do kibiców i wolontariuszy. Dzieci kochają przybijanie piątek!
  11. Nie rzucaj się na darmowe – niech napojów na mecie wystarczy dla wszystkich.
  12. Prysznic i pralka przyjaciółmi biegacza. Perfumy lepiej zostawić na inne okazje niż bieg.
  13. Jeśli na treningu inny biegacz Cię pozdrawia – odpowiedz. Podniesienie ręki nic nie kosztuje.
  14. Jeśli biegasz z psem pamiętaj, że nie każdy kocha czworonogi. Trzymaj go na smyczy tak, by inni czuli się bezpiecznie.
  15. Trenując na stadionie pamiętaj, że do truchtania, schłodzenia i odpoczynku między odcinkami bieganymi szybciej służą zewnętrzne tory. Nie blokuj wewnętrznego toru.
  16. Dziel się doświadczeniem, ale nie próbuj leczyć ani trenować nie mając odpowiednich kompetencji.
  17. Szanuj innych biegaczy bez względu na poziom jaki reprezentują.

 

Hehehe, pkt 17 to o mnie ;) póki mieszczę się w limitach czasowych nie odmawiaj mi prawa sartu! Natomiast w kwestii pkt 12. Ok, rozumiem, duży wysiłek, pocimy się. Ale naprawdę jest różnica między koszulką świeżo spoconą, a spoconą drug raz bez prania. Najgorsza impreza pod tym względem to chyba Biegnij Warszawo, gdzie wszyscy raz, że mają na sobie pakietowe koszulki, które oczywiście chcieli już przetestować przed startem (ale nie wszyscy potem wyprali), na który to start czekać trzeba kilkanaście minut w kilkunastotysięcznym tłumie. Pomocy! Dajcie tlen!  Punkt 16. sama postulowałam. Miałam przyjemność trenować pod okiem mniej lub bardziej wykwalifikowanych „trenerów”, widziałam niektóre popisy (nie)kompetencji w sieci. Problem w tym, że każdy inaczej rozumie i ocenia własne „kompetencje”.

Tak sobie jeszcze myślałam i dodałabym jeszcze:

18. Jeśli biegasz z wózkiem, nie wyprzedzaj jak wariat nawet jeśli Cię na to stać. Widziałam takie akcje (generalnie wszędzie zwracam uwagę na różne wózki). Na szczęście nigdy nic się nie stało, ale było blisko. Łatwo można smyrnąć po łydzie innego biegacza, szczególnie jak ten nagle postanowił skręcić, a nie zasygnalizował tego. No i może to jednak nie jest najlepszy pomysł, żeby w biegu towarzyszyło Ci dziecko na rowerku, czy hulajnodze. W takiej sytuacji sama kiedyś ledwo uskoczyłam. Serio serio.

19. Nie wywyższaj się. Serio myślisz, że jak biegasz, to jesteś lepszy niż inni? To opanuj się ;) Ktoś może się wspinać, jeżdzić na rowerze, czy uprawiać ogródek i czerpać z tego tyle samo satysfakcji co Ty. Nie namawiaj go na siłę do biegania, nie zalewaj biegowym pijarem, po prostu daj żyć po swojemu. Kiedyś był taki żarcik. Jak poznać na imprezie, że ktoś jest wege? Nie trzeba, sam przyjdzie i ci o tym powie. No, to trochę tak samo bywa z biegaczami.

Jakiś pomysł na pkt. 20? To by się tak ładnie kompozycyjnie zamknęło ;)

 

Nie biegam, mam od tego ludzi! ;) komentarzy: 8

maj18
10371090_10204108154367125_1494697462_o

fot. sportografia.pl

Czyli prosty przepis na zaangażowane uczestnictwo w wielkim biegowym święcie bez przebiegnięcia ani kilometra. (No, może poza tymi, które zrobiłam kibicując i załatwiając różne rzeczy). Zostań kapitanem drużyny! Albo najlepiej trzech :D

Tak więc „wystawiłam” czyli zajęłam się papierologią i outfitem łącznie 18 osób. Spędziłam 18 maja na Ekidenie, czyli sztafecie maratońskiej na Kępie Potockiej ok 10 godzin, z czego ani chwili nie żałuję. W turze o 9 wystartowała moja drużyna z pracy (do której od ponad poł roku nie chodzę, bo jestem na rodzicielskim), o 14 pobiegli Blogacze Szybcy oraz Blogacze Wściekli. Blogacze, czyli blogujący biegacze.

Chociaż sama nie startowałam, przeżywałam to od dawna. Sto razy sprawdzałam, czy mam wszystkie dokumenty, czy pakiety są kompletne. Niby mam wprawę w organizowaniu, ale jednak…matko, co to by była za kicha, gdyby któraś drużyna nie mogła wsytartować? Mimo całego tego sprawdzania, przejechałam się w sumie na doświadczeniu. W poprzednich latach zawsze na sztafecie były pałeczki, które kapitanowie odbierali na odprawie pół godziny przed biegiem. Tym razem mieliśmy tradycyjne japońskie szarfy. Nie zauważyłam, że powinny być w kopertach z numerami startowymi (ej no, biała szarfa złożona w kosteczkę, wrzucona na dno białej koperty A4) Cóż…w jednej z kopert Blogaczy szarfy nie było. Na szczęście została mi ta ze startu firmowego. Gdyby nie to, to nawet nie wiem, czy bym dostała zapasową z biura zawodów. No…mówię, przeżywałam ;)

W czasie startu firmowego mieliśmy niezły ubaw. Edyta po raz kolejny zapewniała, że zacznie trenować (trzymam Cię Edi za słowo i nie żartowałam z tym giftem za każdą 20-krotność treningu aż do 100), a Rysiek postanowił pobić rekord świata w biegu w butach na rzepy i na mecie wyznał, że motywowała go tylko wizja ciasta marchewkowego. Nic nie zostało dla drugiej tury, tak się zmowtywował ;). Dla większości w moich sześciorga znajomych w pracy to był drużynowy debiut i tym bardziej mnie cieszy fakt, że następnego dnia postanowili się zglosić do udziału w sztafetowym biegu firmowym. Zgłosiłam się i ja.

Blogacze natomiast to inna bajka. Starzy wyjadacze ;) Szybcy chcieli złamać drużynowo 3h. Marcin, Leszek, Krasus, Wojtek, Hanka i Przemek. Zrobili to! 2:59:18. Wścieki chcieli rzecz jasna też pobiec jak najlepiej, ale bez tak wyśrubowanych ambicji. Bohaterką Wścieklaków była Emilia, która swoją piątkę biegła będąc w 5 mc-u ciąży! Jej Oczywiście za zgodą lekarza i pilnując tempa konwersacyjnego. Przed jej zmianą, ostatnią, biegli: Michał, AsiaStaszek, Ren i Wiola. Super było spedzić tyle czasu ze znajomymi biegowymi szaleńcami :D No i może za rok w końcu i ja pobiegnę?

W niebieskie koszulki ubrał nas Brubeck. Dzięujemy!  Jest to najnowszy produkt tej firmy, stworzyny z myślą właśnie o biegaczach. Kolekcja Athletic. Twarzowe, nie?

Reszta w fotostory.

 

Za rok reż tam będziemy!

Level: BEGINNER komentarzy: 9

mar23

W sobotę, 8 marca, bladym świtem ściągnełam rodzinę z łóżka i o 9 pobiegłam w Parkrunie. Był To mój pierwszy bieg i w tej imprezie i w ogóle pierwszy po porodzie, nie licząc tych kilku kółek z wózkiem po parku pod domem. Jakoś strasznie mi zalezało, żeby to zrobić. Z kilku powodów. 1. Chciałam się przekonać, czy zmieszczę się w 40 minutach 2. Chciałam sobie zrobić taki mały prezent na dzień kobiet 3. Chciałam ustalić poziom zniszczeń spowodowany ponad roczną przerwą w truchtach 4. Wiedziałam, że w kolejne soboty nie wypali, bo 15 mieliśmy zajrzeć do nowego Sklepu Biegacza,  a 23 ruszało BBL i planowałam dołączyć, bo stadion na Targówku jest od nas kilka minut spacerkiem.

Otóż. Udało mi się w końcu to, czego kiedyś się lekko obawiałam. Po pierwszych 300m zajęłam z góry upatrzoną, ostatnią pozycję i utrzymałam ją dzielnie do samego końca ;) W wynikach widnieje moje 34:18, ale tego dnia wolontariuszka rozsypała tokeny i za rzetelniejszy uznaję czas z endo-mendo, 35:36. Nie maszerowałam, dotarłam do mety świńskim truchtem, a fakt, że zajęłam ostatnie miejsce powoduje u mnie dziką radość. Czy ktoś może wytłumaczyć to zadowolenie? Czy to nadal te pociążowe hormony?

 

Wczoraj natomiast na Polonezie (to ten stadion OSiR Targówek) jako debiutantka w grupie BBL zostałam automatycznie zaklasyfikowana jako w ogóle debiutant biegowy. Rzecz jasna nie protestowałam. Razem z dwiema innymi dziewczynami dreptałyśmy sobie z osobnym trenerem. Potem były wspólne ćwiczenia. Na koniec przyszli Michał z Jaśkiem, którzy załapali się na gruppen foto, które pewnie gdzieś w necie da się znaleźć. A na zupełny koniec dostałam koszulkę BBL. Nie mam pojęcia, czy jest taki zwyczaj, że nowi członkowie zostają tak obdarowywani, czy tylko na inauguracji sezonu, czy co, w każdym razie było to miłe zaskoczenie. A te spotkania BBL to dobry powód, żeby w sobotę wstawać wcześniej niż o 10. Szczególnie, że mam tak blisko. Michał przyszedł już przebrany, więc zostaliśmy sobie po zajęciach. Dorobiłam ze trzy kółka, zrobiłam pracę domową z korektywy i zadowoleni wróciliśmy do domu :)

Kiedyś już spisywałam wskazówki, co bym zrobiła inaczej, gdybym drugi raz zaczynała biegać. Niech no tylko to znajdę :D

Reebok Delta – konferencja + mini trening komentarzy: 0

mar22

Miałam robić ćwiczenia stabilizacyjne, IMAG2459żadnych fanaberii, ale jak tu nie pójść na prezentację nowej kolekcji Reebok Delta i, tym bardziej, odmówić sobie treningu z prowadzacymi event  (Agnieszka Więdłocha & Maciej Dowbor)? Na moje szczęście trening nie należał do najdłuższych. Zrobiliśmy jedną serię po 3 minuty na każdej z 5 stacji. To mój pierwszy CF od…nie pamiętam, jakoś od ponad roku w każdym razie. Brakowało mi tego :)

Reebok Delta. Od początku marca wszystkie kolekcje Reebok są sygnowane nowym logo. Trening, bieganie, joga, taniec i aerobik. Delta ma symbolizować pozytywną transformację, jakiej doświadczamy poświęcając się fitnessowi. Każda z trzech wyraźnych części logotypu oznacza rodzaj zmiany – fizyczną, mentalną i społeczną. Muszę przemyśleć tę symbolikę. Nie wiem, czy do mnie przemawia, ale w sumie nie musi. I tak mam nic przeciwko delcie. Dobrze mi się kojarzy z pierwszą kolekcją cfossfitową, a za wprowadzenie CF do Polski zawsze będę Reebokowi wdzięczna. Przetransformował moje myślenie o ruchu już na pierwszym treningu :p Deltę znajdziemy na butach, ciuchach i akcesoriach. Koniecznie muszę zachować sobie coś ze starym znaczkiem na pamiątkę. Może mój pierwszy zestaw do biegania? Za kilka lat będzie niezły vintage ;)

Odzież One Series. Ciuchy chwalą się posiadaniem technologii BareMOVE. Mają nie przeszkadzać, czyli rozciągać się dokładnie tam, gdzie trzeba i zapewniać odpowiednią temperaturę i ochronę – też tam gdzie trzeba. W sumie same te właściwości, to żadna nowość. Każda marka pisze dokładnie to samo 0 swoich produktach, może poza tą ochroną. W każdym razie, po raz kolejny Reebok produkuje coś miłego w dotyku, a nie tylko ładnie wyglądającego. O dziwo, przywdziałam krótkie gatki! Miałam ze sobą na wszelki wypadek skromne 3/4, ale jednak się skusiłam. Ostatni raz wystąpiłam publicznie w czymś o takiej długości pewnie we wczesnej podstawówce :p LOVE !

Buty ZSeries. Podeszwy butów, wzorowane na oponach samochodów wyścigowych, idealnie trzymają się podłoża. Dla biegaczy ćwiczących ogólnorozwojowo. Szybkie, zwinne, czepne. Będę musiała sprawdzić, czy są jeszcze zwinniejsze od RealFlexów. Na razie nie mam się do czego…przyczepić?

ElektroMOC. To jest siłka crossfitowa 15 minut autobusem ode mnie?? Jest. Niedaleko Metra Słodowiec. Nówka sztuka. Właściciele wydają się być sensowni. Jeden po AWF, drugi po fizjoterapii. Na raz na WOD wpuszczają do 15 osób, żeby nikt sobie nie zrobił krzywdy. Samo miejsce super. Szaro, czarno, czerwono. Widzę, że boksy trzymają jeden styl. Ale wejścia też tylko na karnet za 250. Poza próbnym – gratisowym. Jak ktoś nie chce wydawać 250 zł/mc, a z CF nie miał styczności, to może lepiej niech nie idzie, bo można przepaść. Tak w ogóle okazuje się, że boksów crossfitowych mamy już 6 w Wawie. Jeszcze jeden nowy jest gdzieś za Novotelem. A reszta nie wiem gdzie, wolę się nie wkręcać, bo jeszcze się gdzieś zapiszę.

Dzięki za zaproszenie!

 

 

 

 

rusz-sie.pl is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com
Dostosowany do stanu używalności przez Studio Graficzne X-DTP