Falenickie Biegi Górskie komentarzy: 1

lut22

Moi koledzy z pracy tak długo się ekscytowali Falenicą, że w końcu wzięłam aparat i pojechałam im kibicować.
Aparat średnio ogarnęłam. Pewnie dlatego, że sama tak się podekscytowałam, że zapomniałam o ostrości… Za to tak się nakręciłam, że aż nauczyłam się wreszcie wrzucać zdjęcia na Picasę a filmiki na Youtube ;) Bardzo mi się podobało. I teren i atmosfera.
Falenickie Biegi Górskie to cykl imprez odbywających się co jakieś dwa tygodnie od grudnia do marca na podwarszawskich wydmach. W tę sobotę była przepiękna pogoda. Temperatura trochę powyżej zera, suchy (chociaż wg niektórych mokry…) śnieg. Biega się po pętli. Można sobie wybrać dystans – od jednego do trzech okrążeń, czyli max 10 km. Pod koniec, kiedy trasa była już mocno wyślizgana nogi nieźle się rozjeżdżały.
Zrobiłam sobie nieoficjalnie jedno kółko. A już w niedzielę przyszła wiosna. Niewykluczone, że już na stałe.
Biuro i szatnie znajdują się w pobliskiej szkole. Wpisowe – 5 zł. Następny, przedostatni etap będzie 3 marca.
W miarę ważna informacja – można tam łatwo dojechać kolejką. Pociągi kursują co 15 minut. I to na karcie miejskiej!

Ten chłopak w krótkich gatkach i podkolanówkach, to właśnie jeden z moich kolegów. Wariat ;)

trening stabilizacji komentarzy: 2

lut15

W poniedziałek w sklepie ERGO, a raczej w pobliskim gimnazjum, odbył się trening stabilizacji i propriocepcji. Chodzi o wyćwiczenie po pierwsze mięśni utrzymujących naszą postawę, po drugie czucia głębokiego, dzięki któremu wiemy, gdzie którą cześć mamy i w jakim położeniu bez kontroli wzroku. Jak pomieszałam, nich mnie ktoś poprawi. Jest to jedna z części całego cyklu, który ma przygotowywać do półmaratonu warszawskiego. Nie wybieram się jako zawodnik, ale na warsztaty się zapisałam. Koszt 40 zł. Czas trwania 1h, 2 prowadzących – Agnieszka i Olek Senkowie z obozybiegowe.pl. W planach jest jeszcze warsztat z siły i kolejny, z rozciągania.
Zajęcia oceniam bardzo pozytywnie. Poszłam z umiarkowanym zapałem, raczej z poczucia obowiązku, bo wiem, że takie ćwiczenia powinnam robić. Na miejscu okazało się, że prowadzący są przesympatyczni, a różnych sprzętów jest na tyle dużo, że się człowiek nie nudzi. Ćwiczyliśmy na równoważni, na berecie (inaczej: poduszka/dysk/ sensomotoryczna), na Bosu, na piłce lekarskiej i na piłkach gimnastycznych (inaczej: stabilizacyjnych/swiss ball/rehabilitacyjnych). Czytaj dalej.. »

walentynki na biegowo komentarzy: 0

lut10

To może być fajna opcja nawet dla tych, którzy walentynki obchodzą, ale… szerokim łukiem. W niedzielę, 12 lutego w Warszawie i Krakowie mieszane pary wezmą udział w imprezie serwowanej przez Nike. To ich kolejna biegowa zabawa po noworocznej kacmisji.

Impreza, która ma się rozpocząć o 11, w całości nazywa się Dynamicznie Dopasowani, czyli RUNdka w ciemno. Partner nie musi być partnerem życiowym, ważne, żeby był odmiennej płci. Limit par wynosi 50. Zapisy nadal otwarte. Ewidentnym mankamentem jest fakt, że zapisać można się tylko na fanpage’u na FB.  Plusem za to jest możliwość wygrania butów i ciuchów z nowej kolekcji. Szczegóły w regulaminie.

Pozwolę sobie przytoczyć za nike-notką: Kolejna misja Nike Running towarzyszy premierze nowego modelu Nike LunarEclipse+ 2, który dzięki technologii Dynamic Fit zapewnia najlepsze dopasowanie buta do stopy. Idąc tym tropem głównym celem misji będzie więc wyłonienie najlepszej i najdynamiczniej dopasowanej do siebie pary biegaczy. Podczas RUNdki w ciemno każda para ruszy w równie tajemniczą, co malowniczą trasę
po romantycznych zakątkach miasta. Celem biegaczy będzie odnalezienie pięciu ukrytych punktów kontrolnych i wykonanie pięciu prostych zadań, sprawdzających dopasowanie danej pary. Punktowany będzie nie tylko czas przebiegnięcia około 6-kilometrowej trasy (na jej pokonanie zespoły mają 60 minut), ale przede wszystkim zgranie i hart ducha każdego zespołu

 

na zimę komentarzy: 2

lut8

Icebug Avila. Kupiłam je chyba jeszcze w listopadzie. Szukałam Keenów, ale jak zobaczyłam w Intersporcie Icebugi i je przymierzyłam, to już ze mną wyszły. Potem tylko czekałam na mrozy, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście, tak jak obiecuje producent, zapewniają komfort termiczny do -20 st. C.

Doczekałam się, wiec mogę w końcu z pełnym przekonaniem napisać, że można w nich chodzić i przy -5 (chociaż ja jako zmarźlak zakładałam je już przy 0) i przy -20. Są wysokie, więc noszę je do spódnicy, ale pod spodniami normalnej szerokości góra cholewki też się nie odznacza. Nie zakładam żadnych dodatkowych skarpet, dają radę na zwykłe rajstopy.

Na pewno zaletą jest ich waga. Jak podaje producent 430g przy rozm. 42. Zapinane są na suwak, ale mają też sznurowanie, dzięki czemu można regulować obwód łydki.

Mają wysoki, na palcach i pięcie głęboko oblany bieżnik. Skakałam w nich po kałużach i nie przemokły. Nie widać na nich osadu solnego. Bardzo łatwo czyszczą się zwykłą gąbką. Czytaj dalej.. »

II Magiczny Spacer po Warszawie komentarzy: 4

sty25

Jeszcze kiedy siedziałam w pracy, przyklejona górą do monitora, dołem do fotela, tak sobie marzyłam, że jak wrócę do domu, to sobie pójdę podreptać, potem wrócę i się porozciągam i porobię przysiady. No to przysiadłam. Na kanapie pod kocykiem, z kompem dodatkowo grzejącym padołek. Zapał stopniał jak ten niemrawy śnieg, któremu ledwo udaje się dolecieć do chodnika, za to świetnie okleja okulary…

Żeby nie było – lubię zimę. Szczególnie od kiedy weszłam w posiadanie śniegowców i po długich latach (a raczej zimach) tracenia czucia w stopach wreszcie mi ciepło. Ale lubię taką zimę pod śniegową kołderką. Taką, jaka była w nocy z soboty na niedzielę. Dokładnie taką. Spadł suchutki śnieg, który lepił się w idealne kulki. Można było rysować szlaczki na maskach samochodów… No ale co z tego, jak rano zostało po nim jedynie kałużaste wspomnienie.

Czytaj dalej.. »

postanowienia noworoczne komentarzy: 8

sty12

robiliście jakieś? W Wysokich Obcasach wyczytałam, że 80% naszych noworocznych postanowień i tak nie dożywa marca. Zatem niby bez sensu robić sobie listy, skoro mają taką małą skuteczność, z drugiej strony, żadne inne postanowienia, robione w innym okresie, też nie mają większej gwarancji realizacji. Spójrzmy na to bardziej optymistycznie – 20 % naszych zamierzeń może może się udać.

Wygrzebałam swoją listę z zeszłego roku i rzeczywiście, z 11 punktów zrealizowałam 3. Pewnie przypadek ;)  Czy bym te trzy rzeczy zrobiła, gdybym ich sobie nie spisała na kartce nie sprawdzę. Czytaj dalej.. »

bieg WOŚP „Policz się z cukrzycą” komentarzy: 0

sty9

Dzisiaj mamy wpis gościnny mojej koleżanki, Ani:

Po dłuższej przerwie w bieganiu, „6. Bieg WOŚP Policz się z cukrzycą” był dobrą okazją do powrotu do tego rodzaju aktywności. Na jak długo, to się okaże :) Za namową koleżanki, z którą zaliczyłam pierwsze swoje oficjalne starty, postaram się tymi kilkoma zdaniami oddać atmosferę tegoż biegu. To mój debiut w pisaniu, więc proszę o wyrozumiałość :)

Wybrałam się sama, odpowiednio wcześniej, aby odebrać pakiet. Okazało się, że oprócz zarejestrowanych on-line, przyszło sporo osób niezapisanych, chcących również wziąć udział w biegu. Trzeba było swoje odstać, ale w miarę sprawnie udało się odebrać pakiet. Pakiet zawierał: pomarańczową koszulkę, numer startowy (mój 1045, więc jeśli ktoś, gdzieś zobaczy zdjęcie z tymże numerem, proszę o przesłanie), napój serwatkowy truskawkowo-marchewkowy, kabanoski z kurczaka, ogrzewacz dłoni lub innej części ciała, plastikowy talerzyk chyba frisbee, a wszystko to oczywiście z logo sponsorów. Mniej cenne rzeczy można było oddać w depozyt, z czego nie skorzystałam, bo dojechała koleżanka, która zaopiekowała się moimi rzeczami. Tak więc ciężko mi powiedzieć, coś więcej na ten temat, aczkolwiek możliwość pozostawienia swoich rzeczy była. Czytaj dalej.. »

wszystko płynie komentarzy: 0

gru19

Przyznaję szczerze, że na spinning jeszcze nie poszłam. Udało się za to z basenem, co biorąc pod uwagę choćby ilość pływalni na mojej trasie praca-dom, nie jest jakimś mega heroicznym wyczynem. Na basenie uczę się pływać jakościowo, a nie ilościowo. Przestawiać się z pływania raz na jakiś czas po 80 długości po to tylko, żeby sobie udowodnić, ze mogę, na pływanie regularne – po 40-50 dla zdrowia.

Z jednej strony jest to trudne, z drugiej fajna zmiana. Kiedyś kursowałam brzeg-brzeg licząc nawroty, teraz uprawiam „pływanie medytacyjne”.  Tak to roboczo nazwijmy. Skupiam się na płynności ruchu, obserwuję. Przez plecy nie mogę pływać żabką. Przestawiłam się już zupełnie na kraul i grzbiet. W zasadzie, to nie wiem nawet na ile dobrze pływam. Uczyłam się w podstawówce, jak wszyscy.  Od podstawówki kraulem gardziłam szczerze, bo wydawał mi się jakimś totalnie nienaturalnym i potwornie męczącym wymysłem. Teraz próbuję skupiać się na tym, co podkreślał Joe Friel – na długości wyrzutu ramienia i na niewodowaniu łokcia przed zanurzeniem dłoni. Przyznaję, że z zaskoczeniem zauważyłam, że im dalej się wyrzuci dłoń, tym bardziej się rotuje ciało i tym łatwiej jest przeciwne ramię wyprowadzić wyżej nad taflę. (Miałam na początku problem z podnoszeniem lewej ręki kiedy nie wypadał mi na niej oddech). Człowiek zamienia się w taką żywą torpedę, a siła zamachu wyprowadza się gdzieś z kręgosłupa, a nie z samego ramienia, więc się pływak tak nie męczy. Czary…

Teraz się nakręciłam, żeby znaleźć jakiś przyzwoity podręcznik, albo kogoś, kto naprawdę umie pływać, żeby zweryfikować moje odkrycie :) Jak się okaże, że to jednak nie tak działa, to będę szczerze rozczarowana, tak jak teraz jestem szczerze zachwycona ;))

cross medyczny – My, Gruszki komentarzy: 4

gru2

Pakiet biegacza rozpłynął się, albo raczej płynnie przeszedł w trwałą współpracę. Chodzę do fizjo-trenera dwa razy w tygodniu. Kawałek po kawałku rozwałkowuje mi te różne przykurcze, których się dorobiłam dzięki takiemu a nie innemu trybowi życia. Ramię, plecy, biodra, uda, kolana.
Spotkania zazwyczaj polegają na tym, że najpierw jest oddzielanie skóry do mięśni wybranej partii ciała, a potem jest przejście do przyrządów, albo po prostu do różnych ćwiczeń, które zostawiają po sobie pamiątkę w postaci zakwasów. Od pasa do kolan. To jest bowiem właśnie partia, nad którą mam pracować do wiosny. Po pierwszym skórowaniu ud, kiedy wyłam z bólu (zdrowy człowiek nie powinien wyć) trener rzekł, że przydałoby się schudnąć z 10 kg, na początek 5. (Tu nastąpił gwałtowny bunt, ale może w końcu pora pogodzić się z tym faktem, że trzeba się odessać dla zdrowia. Bo dla urody, to odmawiam), chodzić regularnie na spinning i basen, dwa razy w tygodniu do niego i na wiosnę mogę sobie przebiec w nagrodę połówkę. Do tego czasu mam zakaz biegania. Czytaj dalej.. »

Joe Friel w Warszawie komentarzy: 0

lis24

W zeszłą sobotę zamiast spędzić poranek z kawą i książką w łóżku, wybrałam się na konferencję „TRIATHLON -3xTAK”. Akademia Triathlonu, której szfuje Łukasz Grass, dziennikarz radiowy, od jakiegoś czasu triathlonista, zaprosiła na seminarium Joego Friela, guru tri. Joe jest już człowiekiem niemłodym, oprócz kariery sportowej ma na koncie autorstwo kilku książek. Seminarium było prowadzone bardzo ciekawie, nawet dla takiego bezdennego laika jak ja :)
To, co mi najbardziej utkwiło w pamięci, to ocena trzech składowych, czyli pływania, roweru i biegu. Czytaj dalej.. »

rusz się… is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com
Dostosowany do stanu używalności przez Studio Graficzne X-DTP